Stanisław Grochowiak - Ikar
Julianowi Przybosiowi
I pomy¶leć:
Ilu tu stów by znowu trzeba,
By zapach szumiał w porcelanowych nozdrzach.
By język niegdy¶ wilgotny przestał być rzeĽb± w soli,
Oczy dwojgiem różowych ¶wiateł,
Co zdobi±,
Nie widz±...
Co nas bowiem przeklina? (Przeklina znaczy: oddala,
Bezradnych jak na lodowisku tańcz±ce koszule...)
Ta prawda, co jest ciemna, lecz ziarnista jak stal,
Czy skrzydła Z ptasich pęcherzy, rozpiętych na promykach?
Oto Ikar wzlatuje. Kobieta nad bali± zanurza ręce.
Oto Ikar upada. Kobieta nad bali± napręża kark.
Oto Ikar wzlatuje. Kobieta czuje kręgosłup jak łunę.
Oto Ikar upada. W kobiecie jest ból i spoczynek.
Jej ¶piew jest ochrypły, twarz kobiety jak pole
Usiane chrustem gonitwy, ptasich tropów zakosów,
Tu zbliż się z pędzelkiem do jaskułczenia brwi,
Tu proszę, spróbuj ptaszka uwiesić na promieniu...
Piękno? Podobno w napowietrznych pokojach,
Ależ jaka chmura ud¶wignie nam balię,
Ależ w imię piękna wykl±ć rzeczy ciężkie,
Stół do odpoczynku łokci krzesło do straży przy chorym!
Brueghel malował wołu ten był w pierwszym planie,
Wykl±ć Brueghla, bo w drugim dopiero Ikar jak mucha
Wzbijał się?
Spadał?
Omiatał nieboskłon
Cukrzan± chmurk± na lepkim patyku!
Agresty, 1963

Pieter Bruegel - Pejzaż z upadkiem Ikara
|
|