|
|
Juliusz S³owacki
WIERSZE Z LAT 1843 – 1849
¦mieræ, co trzynacie lat sta³a ko³o mnie (...)
Mój Adamito - widzisz, jak to trudne
Polsko, ojczyzno! padaj ze mn± na kolana
Przez furie jestem targan ja, Orfeusz
W pamiêtniku Zofii Bobrówny
Do Ludwki Bobrówny
Dziecina Lolka na rzymskich mogi³ach
Kiedy siê w niebie gdzie zejdziemy sami,
Do pastereczki, siedz±cej na druidów kamieniach w Pornic nad oceanem
Matecznik
To by³o w duchu, Ojcze! a tymczasem (...)
Zachwycenie
Radujcie siê, Pan wielki narodów nadchodzi!
Na drzewie zawis³ w±¿
Bóg duch, innego zwaæ nie bêdziecie (...)
Takiego ludów w sobie przera¿enia (...)
¦ni mi siê jaka¶ wielka a przez wieki id±ca (...)
Vivat Poznañczanie!
Sowiñski w okopach Woli
Nasta³, mój mi³y, wiek Eschylesowy (...)
Je¿eli kiedy - w tej mojej krainie (...)
Uspokojenie
Dusza siê moja zamy¶la g³êboko (...)
Mój król, mój Pan - to nie mocarz ¿adny (...)
Anio³ ognisty - mój anio³ lewy (...)
Przemówi³, strzeli³ i od kuli ginie (...)
Niedawno jeszcze - kiedym spoczywa³ uspiony (...)
Bo to jest wieszcza najja¶niejsza chwa³a (...)
Wspomnienie Pani De St. Marcel z domu Chauveaux
Wielcy¶my byli i ¶mieszni¶my byli (...)
Dajcie mi tylko jedniê ziemi milê (...)
Kiedy prawdziwie Polacy powstan± (...)
Do Franciszka Szemiotha
Jest najsmutniejsza godzina na ziemi (...)
Dajê wam tê ostatni± koronê pami±tek
Snycerz by³ zatrudniony Dyjany lepieniem (...)
Przy ko¶cio³ku (...)
Sen z 30 na 31 stycznia 1847r.
Panie! je¿eli zamkniesz s³uch narodu (...)
Do autora skarg Jeremiego
Do Hr. Gustawa Ol[izara] podziêkowanie za wystrzy¿ynkê z gwiazdeczk± i Krzemieñcem
O Polsko moja! ty¶ pierwsza ¶wiatu (...)
Baranki moje
Do Ludwika Norwida
W ciemno¶ciach postaæ mi stoi matczyna (...)
Proroctwo
Jak dawniej - oto stojê na ruinach (...)
Wieniec zwi±zano z rzeczy przeklêtych (...)
O! nieszczê¶liwa! o! uciemiê¿ona (...)
Wyjdzie stu robotników (...)
Gdy noc g³êboka wszystko u¶pi i oniemi (...)
Do Matki
Los miê ju¿ ¿aden nie mo¿e zatrwo¿yæ (...)
Po¶ród niesnasków - Pan Bóg uderza (...)
Kiedy pierwsze kury Panu spiewaj±
I wsta³ Anhelli z grobu - za nim wszystkie duchy (...)
A jednak ja nie w±tpiê - bo siê pora zbli¿a (...)
Narody lecz
WIERSZE Z LAT 1843 – 1849
[¦MIERÆ, CO TRZYNA¦CIE LAT STA£A KO£O MNIE]
¦mieræ, co trzyna¶cie lat sta³a ko³o mnie,
Posz³a i wbieg³a do carskiej komnaty,
Car j± jak wariat przyj±³ - nieprzytomnie -
I odda³ ducha przy strzale harmaty,
Który gromowi bo¿emu podobny,
Poszed³ na Mos¶kwê jako dzwon ¿a³obny.
Moskwa w powietrze blade zas³uchana,
W czepcach z³ocistych jak matuszka stara,
S³ysz±c to rzek³a: „Albo ¶miech szatana,
Albo te¿ pêk³o czarne se01rce cara”.
I ca³a wysz³a na zielone b³onia
Czekaæ na jezdca pierwszego i konia.
Pierwszy koñ lecia³, a by³ jako smo³a,
I ca³y czarny je¼dziec na nim siedzia³,
Przez lud przelecia³ i wpad³ do ko¶cio³a,
Przez lud przelecia³ - s³owa nie powiedzia³;
A kiedy ko¶ció³ odemkniêto z trwog±,
W tej ciemnej £awrze nie by³o nikogo.
Drugi przelecia³ - lecz resztkami w³osa
I chust± krwaw± siê kry³ przed narodem,
Jak cz³owiek, który nie ma ust i nosa
I twarz ma ca³± zgni³± jednym wrzodem.
Ten, jako zwykle car czyniæ przywykn±³,
Wbieg³ w zamek - usiad³ na tronie i znikn±³.
Trzeci przelecia³ - ale by³ z daleka
Widny ludowi... ¿e by³ jak ruina,
Która ma okna tam, gdzie u cz³owieka
Serce siê mie¶ci i szyja siê wcina...
Ten nie dolecia³, bo nañ wpad³y kruki
I rozerwa³y przed ludem na sztuki.
Wtenczas lud krzykn±³: „To nasze trzy cary,
Które w cz³owieku teraz jednym by³y;
Najpierwszy: to duch i proch, i car wiary,
A drugi to proch i duch, i car si³y;
A trzeci - od tych rozerwany ptaków,
To car-kat... który by³ królem Polaków”.
[MÓJ ADAMITO - WIDZISZ, JAK TO TRUDNE...]
Mój Adamito - widzisz, jak to trudne
Uprawiaæ cnoty pustynie odludne,
Jaki pot wielki z cz³owieka siê leje,
Gdy o idea³ stoi lub ideje.
Dawniej ci rêce jezuitów plot³y
Wianeczki i te ¶pi±cemu wk³adali,
Lecia³e¶ jako komeciane miot³y,
Si³ nie zu¿ywszy - by³e¶ coraz daléj.
Dawniej... ploteczka sz³a na kszta³t zegarka
I ci±gle twemi wiewa³a sztandary
Lepsza ni¿ sonet plotka soneciarka,
Pe³niejsza miodu - ni¿ obce puchary.
Medale ros³y w olbrzymie pos±gi,
Kurwy odeskie zmienia³y [w] grafinie,
Nie tak to widzisz, Adamitku, nynie,
Nie tak to nynie - jak to by³o ongi.
Dzi¶ jezuityzm jak w±¿ ciebie ³amie,
Sam go wskrzesi³e¶... widzisz, mój Adamie!
[POLSKO, OJCZYZNO! PADAJ ZE MN¡ NA KOLANA...]
Polsko, ojczyzno! padaj ze mn± na kolana
I pro¶ Boga o starcie z³otego szatana,
Który spad³ z nieba jako jasna b³yskawica,
Zmiót³szy trzeci± czê¶æ twoich gwiazd i æwieræ ksiê¿yca,
Nie z woli, ale w³a¶nie zaparciem siê woli,
My¶l±c, ¿e Bóg - na skrzypcach szlachcica rzêpoli,
Za cudowno¶ci± wszelk± - id±cy po ciemku.
[PRZEZ FURIE JESTEM TARGAN JA, ORFEUSZ...]
Przez furie jestem targan ja, Orfeusz,
Mówi± mi, abym wyrzek³ siê rozumu,
A bêdê lata³ niebem - jak Perseusz,
A piêkno¶æ z wody najbielszego szumu
Przy bladym ró¿u jutrzenki wytry¶nie
I da mi otchn±æ siê - P³omieniem gorê -
Tam Parnas... coraz co¶ w ciemno¶ciach b³y¶nie
I tê srebrzystych oliw bia³± korê
Ubiera w z³ote pancerze. - O jêdze,
Je¶li jeste¶cie w tym lesie czerwone
P³omieniskami... poka¿cie mi przêdze
¯ywota, je¶li pasmo uprzedzi one
Z ³ez mych - bole¶ci - targañ siê samotnych,
Epileptycznych skoków mego serca -
Bliskie ju¿ koñca...
[W PAMIÊTNIKU ZOFII BOBRÓWNY]
Niechaj miê Zo¶ka o wiersze nie prosi,
Bo kiedy Zo¶ka do ojczyzny wróci,
To ka¿dy kwiatek powie wiersze Zosi,
Ka¿da jej gwiazdka piosenkê zanuci.
Nim kwiat przekwitnie, nim gwiazdeczka zleci,
S³uchaj - bo to s± najlepsi poeci.
Gwiazdy b³êkitne, kwiateczki czerwone
Bêd± ci ca³e poemata sk³adaæ.
Ja bym to samo powiedzia³, co one,
Bo ja siê od nich nauczy³em gadaæ;
Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale p³yn±,
By³em ja niegdy¶, jak Zo¶ka, dziecin±.
Dzisiaj daleko pojecha³em w go¶ci
I dalej miê los nieszczê¶liwy goni.
Przywie¼ mi, Zo¶ko, od tych gwiazd ¶wiat³o¶ci,
Przywie¼ mi, Zo¶ko, z tamtych kwiatów woni,
Bo mi zaprawdê odm³odnieæ potrzeba.
Wróæ mi wiêc z kraju tak± - jakby z nieba.
13 marca 1844. Pary¿.
[DO LUDWIKI BOBRÓWNY]
Gdy na ojczyznê spojrz± oczy Lolki,
Karmione z³otem i têczow± czczo¶ci±,
Niechaj¿e patrz± tak, jak oczy Polki,
Spokojnie - ale z ogniem i mi³o¶ci±.
Je¶li je patrzeæ na smutek przymusz±
I na lud, który tam w ³añcuchach pêdz±:
Niechaj te oczy ³zami siê zaprósz±,
Lecz niech siê nigdy nie zamkn± przed nêdz±.
Kiedy z tych oczu ³ez opadnie rosa,
A ludzie dobrzy bêd± w nie patrzali:
Poka¿ im w oczach otwartych niebiosa
A¿ do b³êkitu dusz - i jeszcze daléj...
Gdy przyjd± wieszcze porwaæ naród z trumny
I rzuciæ w ogieñ tych, co skry siê boj±:
Z oczu rzuæ takie dwie ¶wiat³a kolumny,
Jak ognie, które na wulkanach stoj±.
Wtenczas ja, widz±c te ³zy i wulkany,
Powiem i w rymy to w³o¿ê królewskie:
¯e choæ widzia³em w oczach cztery zmiany,
Prawdziwie Lolka ma oczy niebieskie.
Pary¿, d. 14 marca 1844.
[DZIECINA LOLKA NA RZYMSKICH MOGI£ACH...]
Dziecina Lolka na rzymskich mogi³ach
S³ysza³a niegdy¶, jak tam wszystko p³acze;
Wróble w grobowych k±pi±ce siê py³ach,
Orze³, co lec±c na Apenin kracze;
To nauczy³o wszystko serce Loli,
¯e po¶ród ruin ptaszkom serce boli.
Dziecinka Lolka, gdy w letnie pogody
Wysz³a na smêtne kampanie Rzymianów:
To siê budzi³y na mogi³ach trzody,
Owce sypa³y siê z smêtnych kurhanów
I otacza³y Loleczkê doko³a:
Bo w polskiem dziecku owcom czuæ anio³a.
Kiedy Loleczka spojrza³a na przystañ,
Gdzie morze bije przy rzymskim ugorze,
To fale czu³y w niej ducha zmartwychwstañ,
I smêtnie j, g³o¶niej uderza³o morze,
Jakoby w ¿alu i w bolesnym szale:
Bo w polskiem dziecku ducha czuj± fale.
W powietrzu polskiém jest tak¿e rozterka
Duchów i nie brak na polu kurhana.
W¶ród owiec polskich staniesz jak pasterka
I bêdziesz g³osem mogi³ zawo³ana;
Moc bêdzie dana twoich ust koralom,
Je¶li chcesz - bêdziesz rozkazywaæ falom.
Lecz biada, je¶li ten czar zamrze w tobie,
Który by³ w dziecku, rozwiany Pary¿em...
Owce od ciebie pójd± spaæ na grobie
I pod rycerskim po³o¿± siê krzy¿em;
Gdy wyjdziesz - ¿aden s³owik nie zanuci,
S³onecznik spojrzy - i oczy odwróci.
Bo wiedz, ¿e wszelki duch natury s³ucha.
Kto go postawi u zbawienia progu
I tworzy têczê - jest warkoczem ducha,
Dopóki leci duch prosto ku Bogu.
Gdy stanie - ten w³os wypada powoli.
Lecz gdy go strzyg± - wie Lolka, ¿e boli.
15 marzec [1844]
[KIEDY SIÊ W NIEBIE GDZIE ZEJDZIEMY SAMI...]
Kiedy siê w niebie gdzie zejdziemy sami,
Naprzód ciê spytam, czy jeste¶ bogata?
Bo ci w westchnieniach oddawa³em lata,
A ty p³aci³a¶ je poca³unkami.
A dzisiaj tymi ty pewno latami
Kupujesz sobie wieczno¶æ na b³êkicie,
Bo w twoje ¿ycie wesz³o moje ¿ycie,
I najpiêkniejsze sny pomiêdzy snami.
Ale ty, jasna, b³êkitna królowa,
To tylko musisz znosiæ w s³oñcu ducha,
¯e wszêdy w tobie d¼wiêczy pamiêæ s³owa,
O s³owie twój duch na b³êkitach s³ucha,
W s³owie jest jego piosenka i skrucha,
I niby ziemskiej przesz³o¶ci po³owa.
DO PASTERECZKI,
SIEDZ¡CEJ NA DRUIDÓW KAMIENIACH W
PORNIC NAD OCEANEM
Bo¿e, b³ogos³aw tej ma³ej pasterce
Na druidycznych siedz±cej kamieniach,
Tak ¿e jej g³owa w zorzowych p³omieniach
By³a... a za ni± morza pas - po serce.
A jej chodaki na bia³ych krzemieniach
Podkute jasnym æwiekiem w pó³miesi±ce,
A w³oski z³ote z wiatrem igraj±ce,
A jakie¶ przysz³e anielstwo w spojrzeniach.
B³ogos³aw miejscu... gdzie ona usiad³a
I o swej nêdzy... mówi±c ³zy per³owe
La³a... i per³y te nieszczêsne jad³a,
Albowiem w dziecku tym s³ychaæ królowê
Ducha... która tu w nieszczê¶cie popad³a
I na ciernisku po³o¿y³a g³owê.
Jak ty mi jeste¶ wdziêczna,
Duszeczko moja ma³a,
S³oneczna i miesiêczna,
Prawie bez krwi i cia³a.
Gdy¶ wysoko siada³a
Z g³ówk± w zorzy pier¶cieniach,
Na druidów kamieniach,
¦ród ja³owcowych krzaków
Æwieki twoich chodaków
B³yska³y mi na lice
Jako dwa pó³ksiê¿yce
Czerwon± zorz± rann±;
I by³a¶ mi zarazem
Ch³opeczk± i Dyjann±,
Zjawieniem i obrazem,
Kochank± i dzieciêciem,
Smutkiem - i niebowziêciem,
W³oski twoje jak zbo¿e
Z³ote... i przezroczyste
Wiatr unosi³ na morze,
A we w³oskach ogniste
Ranunku³y... z doliny,
Jak maki Ukrainy,
Zdawa³y siê ogniami,
Które tobie do lica
Przypiê³a upiorzyca
Spi±ca w grobie... pod nami.
*
Za tob± - szafir mórz
Dzieli³ kibiæ na dwoje;
Nad g³ow± - jak zawoje
Jutrzenki pe³ne ró¿
I chwasty w dyjamentach
Oko³o ciebie skrzy³y,
A ty na monumentach
Stró¿ka - i duch mogi³y,
Z niewinno¶ci± na licach,
Z nó¿kami na ksiê¿ycach.
MATECZNIK
Bóg, który ³ono wszelkich tajemnic odmyka,
Do tego ohydnego w duchu matecznika,
Gdzie duch z duchem siê bije, a ko¶æ trupia z ko¶ci±,
Pozwoli³ wej¶æ i oczy oswoiæ z ciemno¶ci±.
I zoczy³em okropn± umys³ów ruinê,
Oczy krwi± zasz³e, twarze o³owiane, sine,
¯ywe zwierze, my¶l±ce o knucie i carze,
Dalej trupy - i skryte na trupy smêtarze.
Tam, je¶li który ludzkiej nie wytrwa ohydzie,
Pokorny, wariat blady, sam na cmentarz idzie
I k³adzie siê i kona od braci daleko;
Dlatego nigdy trupów za sob± nie wlek±,
Ani siê pokazuj± ¶ród ludzi ze ³zami,
Ani krzyku us³yszysz stoj±c pod oknami.
Po¶rzodku tron ujrza³em zbroczony i czarny,
Na którym usiad³ straszny duch - nied¼wied¼ polarny,
Figura z krwi i cia³a, ohydna i t³usta,
Mocarz zapowiedziany w proroctwie oszusta.
Przed jego po¿yczon± od Mongo³ów moc±
Szkielety waryjatów k³adn± siê - gruchoc±,
Podl± siê i za pod³o¶æ mu sk³adaj± dziêki;
S³ychaæ trzask czaszek, grzechot piszczeli i jêki.
Któ¿ by rzek³, ¿e ta ciemna tajemnic kotara
Kry³a tak± straszliw± ucztê Balthazara,
¯e tam w nocy, po ciemku, bez gwiazd i miesi±ca
Jest rêka cara ogniem po ¶cianach pisz±ca,
¯e przy stole ¿ebrackie zbieraj±c okruchy
Siedz± cia³a, nie swemi nape³nione duchy,
Liczba jaka¶ szatanów, która cia³ u¿ywa,
Ten powie ja,
a drugi duch siê w nim odzywa.
Inny, którego przesz³o¶æ w siebie zajrzeæ znêci,
Spojrzy i cudz± pamiêæ znajdzie w swej pamiêci;
Inny, gdzie¶ pod Grochowem naznaczony blizn±,
Zapomni siê i Moskwê nazywa ojczyzn±.
Tamten rozczochra w³osy i podniesie piê¶cie
I wrza¶nie jak kobieta: „Bo¿e! o! nieszczê¶cie!”
A potem, gdy w szlochaniu pozbêdzie oddechu,
Upada w zgrzytaj±c± harmonikê ¶miechu,
Z tonu na ton zlatuj±c, jak czart i kobiéta,
I szk³o, które pod palcem zajêczy i zgrzyta.
Po¶rzodku upiór - niby zach³y¶niony Bogiem,
Swojej dawnej ojczyzny matki stan±³ wrogiem.
W serce, gdzie ona jeszcze ¶wiêty ogieñ trzyma,
Swemi sztyletowemi utkwiony oczyma...
Wariat, a m±dry... sztandar zaguby rozwinie,
Wszystkich wyszle i straci - ale sam nie zginie,
Jako p³az bêdzie p³ywa³ w skorupach i ¶linie.
I teraz stoi, patrz± j, jak trup w grobie ca³y,
Od którego robaki sto lat ucieka³y,
I nareszcie z przestrachem rzuci³y trumnicê,
Gdzie ko¶ci wypróchnia³e gorza³y jak ¶wiéce.
I nad okropnym, ciemnym piek³a malowid³em
Szary tak machn±³ rêk±, jak niedoperz skrzyd³em...
[TO BY£O W DUCHU, OJCZE! A TYMCZASEM...]
To by³o w duchu, Ojcze! a tymczasem
My¶li me wsta³y z ogromnym ha³asem,
Tak jako morza, gdy pod wiatrem staj±
A ba³wanami ku s³oñcu b³yskaj±.
Rozum mój przejrza³ - wiedz± siê zapali³,
Gdybym by³ duchem, by³bym ¶wiat rozwali³,
Serca bym przeszy³ - gdybym ³uk natê¿y³,
I by³bym walczy³ - i by³bym zwyciê¿y³,
Ale miê przestrach zatrzyma³ na drodze
I skruszy³... Ojcze! do Ciebie przychodzê.
Gdziekolwiek jest duch - ko¶ció³, który krwawo
Pracowa³ - pierwsze ma do niego prawo.
Jemu nale¿± - ognie, co po ziemi
Chodz± - jak wichry z jêzyki z³otemi.
On pierwszy niech ma z si³ Pañskich u¿ytek,
W nas to jest uczta za wczesna i zbytek.
Jeszcze¶my z cia³a nie obmyci brudów,
Jeszcze bez prawa na pasterstwo ludów,
Jeszcze maleñcy... sam prorok bo¿y
W prawdê - fa³sz miesza i fa³sz my¶li mno¿y...
Oto nam kaza³ kornie staæ na dole,
A uszanowaæ ¶lepo Boga wolê,
Jedni wiêc pe³ni wnêtrznych zarozumieñ
Weszli do w³asnych cia³ - i w³asnych sumieñ,
A tam znale¼li - grzechy i rozpacze,
Ró¿ne tej woli niebieskiej t³omacze,
W swych wolach ducha jak w morzu zgubieni.
Drudzy szelestów my¶l± przera¿eni,
Bez ¿adnej gwiazdy, która by je wiod³a
Do my¶li Pañskich, do samego ¼rzod³a,
Prawdy dumnego uchyliwszy rogu
Dzi¶: przy cz³owieku stoj± jak przy Bogu,
Podobni chc±c byæ do ¶lepych puchaczy,
I nic nie widz± - a on im t³omaczy.
Ty, Ojcze, os±d¼ - takiego kierunku
Czyli nam wolno - nam na posterunku
Stoj±cym zbrojnie ojczyzny anio³om.
S±d¼ - lecz nie s³owem - si³ê daj ko¶cio³om.
ZACHWYCENIE
Bo mój Stworzyciel znalaz³ miê na ziemi
I napad³ w nocy ogniami z³otemi...
Bo Pan, mówi±cy w objawieniu: Jestem,
Napad³ miê w ogniach z trzaskiem i szelestem.
Przeto¿ siê, Panie, wiecznie upokorzê
Pomn±c na ono p³omieniste ³o¿e.
Gdy Pan nade mn± sta³ w ognia oponach,
Gdym by³ jak ptaszek w Pana mego szponach,
Gdy sta³ nade mn± jak ogieñ straszliwy,
Kiedym siê w strachu s±dzi³ ju¿ nie¿ywy -
Dlaczego¿ bym siê, o Panie, zapiera³,
¯em dr¿a³ i ca³y z przestrachu umiera³...
Dlaczego¿ bym siê mia³ zapieraæ strachu,
¯em dr¿a³ jak listek w Pana mego gmachu?
Takiej boja¼ni bym nie dozna³, Panie,
Choæbym siê dosta³ pod mieczów ¶cinanie.
Choæbym czu³ w sobie to, co ludzie ¶wiêci,
Tak bym nie straci³ wiedzy i pamiêci.
Przywalon by³em twéj lekko¶ci ska³±,
Serce jak ptaszek zlêkniony lata³o.
¦wiat³em zala³y siê moje alkierze,
A jam by³ porwan jako lekkie pierze.
I przez wiatr lekki, i przez szelest ¶wiêty
By³em pochwycon, a z ³o¿a nie zdjêty.
[RADUJCIE SIÊ, PAN WIELKI NARODÓW NADCHODZI...]
Radujcie siê, Pan wielki narodów nadchodzi!
Radujcie siê - bo prawdy wybi³a godzina,
Strach siê ju¿ Bo¿y urodzi,
Strachem Pan jako mieczem ognistym po¶cina.
Któ¿ wytrwa... gdy go ognie niebieskie pochwyc±?
Któ¿ miecz podniesie - dr¿±cy jak listek osiny
Przed Pañsk± b³yskawic±,
W strachu przyj¶cia Pañskiego i wielkiej godziny?
Na ob³okach siê zjawi±..... cz³onki rzetelne cz³owieka,
¦wiêci ogni¶ci... stan± w chmurzycach za Panem,
Szatan na blask zaszczeka,
Trzody na polach dr¿±ce przypadn± kolanem.
Pastuszkowie otworz± usta ¶wiat³o¶ci± zdziw[ieni],
Widz±c jasne ob³oki i Pana w ob³okach;
¦wiat siê ca³y sp³omieni,
Ujrzy swe archanio³y, na ogniach i smokach.
Chwa³a Panu... ¿e cia³em siê zjawi³ rzetelny,
¯e dotrzyma³ - a przyszed³ ratowaæ niewinne
Chystus, Pan nie¶miertelny,
Nasz Pan - który nagrodzi³ swym ¶wiêtym uczyn[ne].
Podnie¶cie teraz czo³a, od wieków trapieni,
A wiêcej siê nie bójcie ¿adnego ucisku;
Pan cia³a wam przemieni
I miasto swoje z³ote - postawi na b³ysku...
Pan nasz zamieszka z nami - i nigdy ju¿ wiêcéj
Nie zostawi na ziemi jak teraz sieroty,
Król tysi±ca tysiêcy,
Na stolicy s³onecznej - ognisty i z³oty.
Król nasz umi³owany - Baranek ³agodny,
Sêdzia nasz sprawiedliwy - cia³ naszych przemieñca,
Syn Bo¿y pierworodny,
Wo³aj±cy swe ¶wiête do chwa³y i wieñca.
[NA DRZEWIE ZAWIS£ W¡¯...]
Na drzewie zawis³ w±¿
I rzek³ szatan do Ewy:
„Patrz, pod ciemnemi drzewy
We ¶nie le¿y twój m±¿.
„Jemu mówi³ Jehowa
Tajemnicê stworzenia
Ze ¶wiat³a i z promienia,
Z mi³o¶ci i ze s³owa.
„Ja ci dam tajemnicê
Duchów, Jehowy s³ug,
¯e Duch w Trójcy - to Bóg,
S³owo - trzy b³yskawice.
„Zwyciê¿ na ziemi zgon,
Rozwesel ca³y Eden;
Ja w was dwóch bêdê jeden,
A we mnie - ty i on.
„Zdo³aj... duchy sp³omieniæ,
Spokojny cia³a dom,
Chwilê zamieniæ w grom!
Trójcê w jedno¶æ zamieniæ!
„Sama ogniami stlej,
A gdy siê m±¿ zamroczy,
Patrz mu ogni¶cie w oczy,
Usta z ustami zlej!
„Szepcz±c do ucha wci±¿,
Czyñ bez ¿alu i skruchy,
Ty i on - to dwa duchy,
Z wami - trzeci ja, w±¿.
„Je¶li masz ognia ma³o,
To ¶ci±gnij oto d³oni
Po owoc tej jab³oni,
Jej duchem podkarm cia³o.
„Ty bêdziesz ¶wiata pani±!...”
Lecz ju¿ z jab³kiem od drzewa
Bieg³a w p³omieniach Ewa,
A szatan poszed³ za ni±.
Oto z ziemi± siê sta³o,
Co z gwiazdy tropionemi:
¯e pró¿no¶æ posz³a z ziemi,
A duch wê¿a wzi±³ cia³o.
[BÓG DUCH, INNEGO ZWAÆ NIE BÊDZIECIE...]
Bóg duch, innego zwaæ nie bêdziecie
W nieszczê¶ciu waszym, o bracia moi.
Duch Syn - objawieñ form± na ¶wiecie,
W gwiazdach - w miesi±cach i w s³oñcach stoi,
A w nim Mi³o¶ci duch - Duch ¦wiêty,
Przemienion w ró¿e i w dyjamenty.
Tym trzem... siê nasze duchy nale¿±,
W tych trzech - siê rodz± - pracuj± - pal±;
A nie¶miertelne - w co tylko wierz±,
Nawet ¿e globy w s³oñca zapal±,
Nawet ¿e rusz± cia³o z mogi³y,
Wszystko mieæ bêd± - w co uwierzy³y.
Niech¿e twarz wasza nie bêdzie blada,
Niech¿e w was duchy nie dr¿± przed cia³em,
Niech¿e wam rozpacz krwi nie wyjada
Ani was rzuca w¶ciek³ych - zapa³em;
Bo¶cie stra¿nicy globu pó³nocni,
Wy s³oñc duchowie - w duchu wszechmocni.
[TAKIEGO LUDÓW W SOBIE PRZERA¯ENIA...]
Takiego ludów w sobie przera¿enia
Nie maj± w sobie ¶cinaj±ce miecze,
Tak nie uderzy na s³uchy cz³owiecze
G³os, gdyby nawet wychodzi³ z kamienia.
Takiego strachu, gdyby nawet z cienia
Umar³y cz³owiek za¶wieci³ - nie sprawi,
Umar³y nawet cz³owiek gdy siê zjawi
Z cicho¶ci± trupa - chodu i spojrzenia.
Nawet gdy anio³ zniesie i postawi
W powietrzu ciemnym [?] na kszta³t b³yskawicy
G³owê ¦wiêtego Jana na miednicy,
Takiego strachu ducha nie nabawi,
Jako Pan, który murów nie dziurawi,
Ale jak z³odziej przychodz±cy zdradnie
Z szelestem ciebie ogniami napadnie,
O¶wieci - potrwa - zlêka - i zostawi.
[¦NI MI SIÊ JAKA¦ WIELKA A PRZEZ WIEKI ID¡CA...]
¦ni mi siê jaka¶ wielka a przez wieki id±ca
Powie¶æ... niby na twarzy ogromnego miesi±ca
Ludy wymalowane... krwi± swoj± purpurow±
Id±ce b³agaæ Boga i wiekuiste S³owo
Na niebiosach zjawione.. - O pomó¿, Zbawicielu,
Abym te wszystkie rzeczy,.. do gwiazdy i do celu
Doprowadzi³... a ludzkim siê nie zmiesza³ oklaskiem
Ani ³zami siê zala³... ani ¶æmi³ twoim blaskiem.
Ojczyzny nie¶miertelnej... serce wielkie niech s³yszê
Ci±gle w sobie bij±ce... a na wielk± siê ciszê
Przygotujê... ¿e ¿adnych st±d oklasków nie bêdzie...
Chyba gdzie jakie pary... bia³e, wodne ³abêdzie
Po stawach ukraiñskich... albo te¿ i nad nami,
Które s± echem kraju.... tych... i muzykantami
Niebios... Cecylii ¶wiêtej... za ¿ycia po¶lubione...
G³os s³ysz±c... z³ote palmy... niewidzialn± koronê
Spuszcz± z chmur turkusowych... i ze z³otego nieba
Ró¿ ognistych nasypi±... wiêcej te¿ nie potrzeba
Kaznodziei poecie....
Prze¶wiête wiêc ¿ywoty
Opiszê... i tych jasnych duchów s³onecznik z³oty,
Ci±gle ku przejasnemu s³oñcu.... odwracaj±cy
Oblicze.... wiêc i wielki ów kraj teraz p³acz±cy
Wolno¶ci... i wierzbami rozwieszony nad grobem
Zbudzê... I ojce nasze nad Zbawiciela ¿³obem
W gwia¼dzie wschodniej zjawione.... ubiorê w dawne cia³a,
Wiêc i Litwê - co wtenczas nad jeziormi siedzia³a.
[VIVAT POZNAÑCZANIE!]
Gotuj± siê na powstanie,
Pob³ogos³aw, Panie Bo¿e,
Tak jako kaczki za morze
Wybieraj± siê - na wroga
Ju¿! ju¿! vivat Poznañczanie!
Potrzeba pierwej, mospanie,
Obliczyæ, wielu nas stanie
I na koniach, i bez koni,
I trzeba zakupiæ broni,
I haj! vivat Poznañczanie!
Obliczyli i bez sprzeczek,
Co jest w Polakach nie lada,
¯e kupiæ broni wypada,
Broni na takie powstanie
A¿ ca³ych trzydzie¶ci beczek.
To¿ to s± ludzie, mospanie,
Prawdziwe ¶wiatu lamparty,
Gdy siê biæ, to nie na ¿arty,
To nie muchy biæ na ¶cianie,
Lecz ³by! - vivat Poznañczanie!
To¿ to ludzie w Bo¿ostanie,
A pe³ni s± ekonomii,
Bo chocia¿ chc± antynomii,
To maj± te¿ i poznanie,
¯e ¼le, jak broni nie stanie.
To¿ to jest, mospanie, ¶liczny
Do polskiej dawnej natury
Przylew: mys³ filozoficzny,
Mys³ filozoficzny, który
Radzi - ostro¿nie i z góry...
Wprawdzie jaki¶ tam pó³g³ówek
Krzykn±³ na radzie wojennej,
¯e mo¿na broni kamiennej
U¿yæ - albo dubeltówek,
Chcia³ zdradziæ - szelma pó³g³ówek.
Przez warty obluzowanie
¦mielszy, ów syn sukisynów,
Radzi³ dostaæ karabinów
I zaraz zacz±æ strzelanie
Krzycz±c: Vivat Poznañczanie!
[SOWIÑSKI W OKOPACH WOLI]
W starym ko¶ció³ku na Woli
Zosta³ jenera³ Sowiñski,
Starzec o drewnianej nodze,
I wrogom siê broni szpad±;
A woko³o le¿± wodze
Batalionów i ¿o³nierze,
I potrzaskane armaty,
I gwery: wszystko stracone!
Jenera³ siê poddaæ nie chce,
Ale siê staruszek broni
Opar³szy siê na o³tarzu,
Na bia³ym bo¿ym obrusie,
I tam ³okieæ po³o¿ywszy,
Kêdy zwykle msza³y k³ad±,
Na lewej o³tarza stronie,
Gdzie ksi±dz Ewangeli± czyta.
I wpadaj± adiutanty,
Adiutanty Paszkiewicza,
I prosz± go: „Jenerale,
Poddaj siê... nie giñ tak marnie”.
Na kolana przed nim padli,
Jak ojca w³asnego prosz±:
„Oddaj szpadê, Jenerale,
Marsza³ek sam przyjdzie po ni±...”
„Nie poddam siê wam, panowie -
Rzecze spokojnie staruszek -
Ani wam, ni marsza³kowi
Szpady tej nie oddam w rêce,
Choæby sam car przyszed³ po ni±,
To stary - nie oddam szpady,
Lecz siê szpad± broniæ bêdê,
Póki serce we mnie bije.
„Choæby nie by³o na ¶wiecie
Jednego ju¿ nawet Polaka,
To ja jeszcze zgin±æ muszê
Za mi³± moj± ojczyznê,
I za ojców moich duszê
Muszê zgin±æ... na okopach,
Broni±c siê do ¶mierci szpad±
Przeciwko wrogom ojczyzny,
„Aby miasto pamiêta³o
I mówi³y polskie dziatki,
Które dzi¶ w ko³yskach le¿±
I bomby graj±ce s³ysz±,
Aby, mówiê, owe dziatki
Wyrós³szy wspomnia³y sobie,
¯e w tym dniu poleg³ na wa³ach
Jenera³ - z nog± drewnian±.
„Kiedym chodzi³ po ulicach,
I ¶mia³a siê czêsto m³odzie¿,
¯em szed³ na drewnianej szczudle
I czêsto, stary, utyka³.
Niech¿e teraz miê obaczy,
Czy mi dobrze noga s³u¿y,
Czy prosto do Boga wiedzie
I prêdko tam zaprowadzi.
„Adiutanty me, fircyki,
¯e byli na zdrowych nogach,
Tote¿ us³u¿yli sobie
W potrzebie - tymi nogami,
Tak ¿e muszê na o³tarzu
Oprzeæ siê, cz³owiek kulawy,
Wiêc ¶mierci szukaæ nie mogê,
Ale jej tu dobrze czekam.
„Nie klêkajcie wy przede mn±,
Bo nie jestem ¿aden ¶wiêty.
Ale Polak jestem prawy,
Broni±cy mego ¿ywota;
Nie jestem ¿aden mêczennik,
Ale siê do ¶mierci broniê
I kogo mogê, zabijê,
I krew dam - a nie dam szpady...”
To rzek³ jenera³ Sowiñski,
Starzec o drewnianej nodze,
I szpad± siê jako fechmistrz
Opêdza³ przed bagnetami;
A¿ go jeden ¿o³nierz stary
Uderzy³ w piersi i przebi³...
Opartego na o³tarzu
I na tej nodze drewnianej.
[NASTA£, MÓJ MI£Y, WIEK ESCHYLESOWY...]
Nasta³, mój mi³y, wiek Eschylesowy:
Poemata siê rodz± wielkie, ciemne,
Na skrzyd³ach z³otych straszne bogów g³owy
Jak Samuele wychodz± podziemne.
Ale nie widzi, kto w duchu nie nowy
Albo kto serce ma w sobie nikczemne...
Taki - nie s³yszy ech ¶piewanych w niebie,
Ale ma swoje wieszcze - pod³ug siebie...
Ci jemu nios±... je¶li siê rozw¶ciekli,
S³owa... przez które w¶ciek³o¶æ sw± wyleje -
Lub bêd± przed nim ludzko¶æ biczem siekli
I szkalowali pot±d ludzkie dzieje -
A¿ siê ów cz³owiek - ca³y na kszta³t Hekli,
Rozogni b³otnie - i w sobie rozgrzeje,
Swemu poecie, winien jak gadzina,
¯e gwizdem - g³o¶niej nad innych przeklina...
Takim... (o mi³y... a mojego losu
¦wiadomy...), takim zamknijmy na k³ódki
Usta - a cierpi±... to nie dajmy g³osu,
A¿ w moc przetrawi± w sobie - swoje smutki;
Wtenczas to i z nich... spodziewaæ siê k³osu,
W którym ziarn pe³no¶æ - a w±s bêdzie krótki.
Trze¼wych mieæ bêdziem buntowników w carstwie
Z tych, co pogardz± - pijañstwem - w rytmiarstwie.
[JE¯ELI KIEDY - W TEJ MOJEJ KRAINIE...]
Je¿eli kiedy - w tej mojej krainie,
Gdzie po dolinach moja Ikwa p³ynie,
Gdzie góry moje b³êkitniej± mrokiem,
A miasto dzwoni - nad szmernym potokiem,
Gdzie konwalij± woni±ce lewady
Biegn± na ska³y... pod chaty i sady...
Je¶li tam bêdziesz... duszo mego ³ona,
Choæby z promieni - do cia³a wrócona: -
To nie zapomnisz tej mojej têsknoty,
Która tam stoi jak archanio³ z³oty,
A czasem miasto jak orze³ obleci
I znów na ska³ach... spoczywa - i ¶wieci.
Powietrze l¿ejsze... które ciê uzdrowi,
La³em z mej piersi mojemu krajowi...
USPOKOJENIE
Co nam zdrady! - jest u nas kolumna w Warszawie,
Na której usiadaj± podró¿ne ¿urawie
Spotkawszy jej li¶ciane czo³o ¶ród ob³oka,
Taka zapraszaj±ca i taka wysoka.
Za t± kolumn±, we mg³y têczowe ubrana,
Stoi trójca ¶wiec±cych wie¿ ¦wiêtego Jana;
Dalej ciemna ulica, a z niej jakie¶ szare
Wygl±da w perspektywie sinej Miasto Stare;
A dalej we mgle, która na rynku siê mroczy,
Dwa okna, jak zielone Kiliñskiego oczy,
Uderzone p³omieniem ognistej latarni,
Niby oczy cichego upiora spod darni.
Wiêc lada dzieñ - a nêdza sprê¿yny doci¶nie,
To naprzód tam na rynku para oczu b³y¶nie
I spojrzy w ¦wiêtojañsk± na przestrza³ ulicê,
A potem siê porusz± matki-kamiennice,
A za kamiennicami przez niebios otch³anie
Przyjdzie zorza pó³nocna i nad miastem stanie;
A za zorz± wiatr dziwne miotaj±cy blaski
Porwie te wszystkie zemsty i te wszystkie wrzaski,
Wicher jaki¶ z anio³ów rozigrany Pañskich,
Oderwany jak skrzyd³o z widzeñ ¦wiêtojañskich,
Przezroczysty jak brylant, a jak ogieñ z³oty,
Który porwie te zemsty - te ¶wiat³a - te grzmoty,
Zwinie i niemi ciemn± ulicê zale¿ê,
Jako br±z w niej zakipi, za¶wi¶nie jak wê¿e
I naprze tak, ¿e bêdzie trzês±ca siê ca³a,
Jako wó³ sycylijski na miasto rycza³a.
A miasto co? S³uchaj±c z wyci±gniêt± szyj±
Powie, ¿e tam siê ciemni anio³owie bij±,
¯e tam szatan ogniste przywo³awszy moce
Koñ swój br±zowy ciska i piorun gruchoce,
¯e jako Machabeusz pod zwalonym s³oniem
Tak szewce pod piorunem padaj± i koniem
Zgruchotani, ¿e ksiê¿yc na niebie odkryty
Poka¿e tê ulicê pust±, lud wybity,
Piorun zagas³y, walkê okropnie skoñczon±,
Ulicê ca³± ciemn± i krwi± zadymion±.
A wtem jeden z tych wrzasków, od których natura
Cofa siê - jedno vivat
szewieckie i hura,
Jeden z tych krzyków, które czyni±, ¿e skrzydlata
Natura ducha w piersiach tak jak ptaszek lata,
¯e duch na ustach staje, a ju¿ nie jest zdolny,
A¿eby ¶miech powstrzyma³ i p³acz mimowolny;
Jeden z tych krzyków, który wst±piwszy w cz³owieka
Tak ¶piewa w nim jak anio³, a jak szatan szczeka;
Jeden z tych krzyków z szumem gwa³townym, nawalnym
Uderzy, na ko¶ciele pêknie katedralnym,
Pójdzie dalej, lecz skrzyd³em o ko¶ció³ otarty,
Kamienie w nim wrzeszcz±ce zostawi jak czarty
I szklanne inne g³osy, które zmartwychwstanie
Zapiej±, jak anio³y zwi±zane w organie.
Jeszcze siê ta harmonia nie zakoñczy senna,
A ju¿ kolumna z placu jak struna kamienna
Tym samym wichrem tarta, z rozwahanem czo³em,
Prym we¼mie przed chóralnym w ciemno¶ciach ko¶cio³em
I odt±d te dwa g³osy ju¿ bez odpoczynku
Bêd± miastu g³osi³y lud id±cy z Rynku.
Je¶li¿ ma ta ulica tak± ciasn± szyjê,
¯e z niej by s³owo wia³o, to jak z dzia³a bije;
Je¶li¿ lada noc, a z niej wystrzeli powstanie
I w proch tego rozerwie, kto na rychcie stanie;
Je¶li¿ w niej wiatr jest taki, ¿e ¶ród nocnych cieni
Muzykê niewidzialn± wyrywa z kamieni,
A kolumny na swoje muzy kanty stroi:
To cz³owiek, który zawsze o zdradê siê boi
A wszêdzie widzi tylko postrachu upiory,
Albo dzieckiem byæ musi, lub na serce chory.
[DUSZA SIÊ MOJA ZAMY¦LA G£ÊBOKO...]
Dusza siê moja zamy¶la g³êboko,
Czuje, ¿e tu jak s³oñcu zaj¶æ potrzeba,
A innym ludziom zab³ysn±æ na oko...
Jakiego kraju i jakiego nieba
¦wiat³o - powita miê w progu ¿ywota?
Nie wiem - lecz rad bym ¿y³ z polskiego chleba...
B±d¿¿e mi lepsza, o m³odo¶ci z³ota,
Ni¿ ta... która mi tutaj siê skoñczy³a,
Strzeg±cemu siê szlachetno¶ci± - b³ota.
B±d¿¿e mi blisko... o matczyna - mi³a
Duszo!... abym móg³ znów ukochaæ ciebie,
Nie wiedz±c - ¿e¶ miê tutaj raz - rodzi³a.
[MÓJ KRÓL, MÓJ PAN - TO NIE MOCARZ ¯ADNY...]
Mój król, mój Pan - to nie mocarz ¿adny,
Ni ten - na którym trzy koron siê piêtrzy,
Ale duch pierwszy globu - ¶wiatow³adny,
Chocia¿by w ch³opku - duch ¶wiata - naj¶wiêtszy;
Czy on na ¶wiecie ¿yw - czy gdzie nad ¶wiatem?
Wiem, ¿e duch taki jest - i do¶æ mi na tem.
Sk±dkolwiek jego duch na mnie uderzy,
Gdziekolwiek jego wo³anie us³yszê -
Czy to zjawi siê w siermi±¿ce pasterzy,
Czy jeszcze w ¿³obku matka go ko³ysze,
Gdziekolwiek ono dziecko ¶wiatow³adne
Poczujê - klêknê i na twarz upadnê.
[ANIO£ OGNISTY - MÓJ ANIO£ LEWY...]
Anio³ ognisty - mój anio³ lewy
Poruszy³ dawn± mi³o¶ci strunê.
Z tob±! o! z tob± - gdzie bia³e mewy,
Z tob± - w pod ¶nie¿n± sybirsk± trunê,
Gdzie wiatry wyj± tak jak hyjeny,
Tam gdzie ty pasasz na grobach reny.
Z grobowca mego rosn± lilije,
Grób jako bia³a czara prze¶liczna -
¦wiat³o po nocy spod wieka bije
I dzwoni cicha dusza - muzyczna.
Ty ka¿esz ¶wiat³om onym zagasn±æ,
Muzykom ustaæ - duchowi zasn±æ...
Ty sama jedna na szafir ¶wiêty
Modlisz siê g³o¶no - a z twego w³osa,
Jedna za drug±, jak dyjamenty,
Gwiazdy modlitwy - lec± w niebiosa.
[PRZEMÓWI£, STRZELI£ I OD KULI GINIE...]
Why - all the souls that were, were forfeit once.
Measure for measure
Przemówi³, strzeli³ i od kuli ginie,
Jordan krwi z czaszki mu rozbitej p³ynie,
W rêku pistolet kurz±cy siê trzyma,
Kona... i ludziom ¶mieje siê oczyma.
Ta rozpacz, która w piêkno¶æ w³asn± wierzy,
Sta³a siê wiar± ostatni± m³odzie¿y.
Patrzaj¿e - a tam Bogiem nape³niony
Habit od k³ucia bagnetów czerwony,
Pier¶ a¿ do serca g³êboko rozbita,
Rêk± i krzy¿em Chrystusa nakryta.
W takim ujêciu le¿y ten ksiê¿yna,
Jak jaka skonaæ nie umna dziewczyna,
Która siê katom z rêku nie wyrywa,
G³owy nie broni - ale pier¶ zakrywa.
I on tak swemu bolesnemu ³onu
Krzy¿ da³ za tarczê - a nie wzi±³ pardonu.
Wiêc na tej twarzy... teraz ju¿ nie wojna,
Lecz my¶l o Bogu z³ota i spokojna,
A jaki¶ prawie wstyd..... ¿e w ludzi rzêdzie
Wzi±³ miejsce - które nie by³o w urzêdzie....
[NIEDAWNO JESZCZE - KIEDYM SPOCZYWA£ USPIONY...]
Niedawno jeszcze - kiedym spoczywa³ uspiony,
A sen mój siê zaczerni³ strza³em pe³nym dymu
I w dymie stan±³ anio³ jak ogieñ czerwony,
I szepn±³ mi do ucha: „Ja Mord - lecê z Rzymu...”
Jam ucieka³ i têczê tak za sob± snowa³
Jak Irys... a po têczach gna³ miê ów przeklêty
Tak, ¿em spytaæ go musia³: „A któ¿ tam mordowa³?”
A on mi znowu szepn±³ w ucho: - „Ojciec ¶wiêty”
I znowu ucieka³em... i kwiatów kielichy,
I ró¿e z ducha mego ciska³em za siebie
Broni±c siê... a on za mn± jak - kurz i wiatr cichy
Gna³... i szepta³: „Spe³nione tu... os±dz± w niebie”.
[BO TO JEST WIESZCZA NAJJA¦NIEJSZA CHWA£A...]
Bo to jest wieszcza najja¶niejsza chwa³a,
¯e w pos±g mieni nawet po¿egnanie.
Ta kartka wieki tu bêdzie p³aka³a
I ³ez jej stanie.
Kiedy w dalek± odje¿d¿asz krainê,
Ja koñczê moje na ziemi wygnanie,
Ale samotny - ale ³zami p³ynê -
I to pisanie...
WSPOMNIENIE
PANI DE ST. MARCEL Z DOMU CHAUVEAUX
(14 stycznia 1846)
Staruszko moja! o staruszko moja,
Twoje miêszkanie takie wonne tob±,
Na murach twoich jak z obrazów zbroja,
A ka¿dy obraz by³ jak±¶ osob±.
Dzi¶ raz ostatni - widz±c po¿egna³em,
Wszed³szy do domu - bym poszed³ za cia³em.
Dawno bez mê¿a - i bez towarzysza,
Który niedawno ciebie odszed³ stary -
Przycich³a¶ w domu - dzi¶ ta sama cisza
W domu - a [w] bramie stoj± twoje mary.
Gdym wszed³... my¶la³em, ¿e szata szeleszcze,
Ogieñ siê pali³ - zegary sz³y jeszcze.
Lecz jaka¶ ciemno¶æ... dziwne jakie¶ mroki
Nad twym kominem - nad twoj± kotar±,
Jakby te dziwne ¶miertelne ob³oki,
Które zmieniaj± dzieñ w godzinê szar±,
A cz³owiekowi broni± s³ów i ruchów,
Bo s± z powa¿nych i ze smêtnych duchów.
Lat dziewiêædziesi±t cia³o¶ ty nosi³a,
Przez krew - sz³y twoje panieñskie no¿eczki,
Przez smutek staro¶æ sz³a twoja pochy³a,
A w trumnie le¿± ju¿ tylko ko¶teczki;
Wszystko¶ wybra³a ze skarbu ¿ywota,
Czemu¿ po tobie - ta wielka têsknota?
Mo¿e dlatego, ¿e gdym twoje ¶ciany
Odwiedza³... dawno ¶wiatem niezabawne,
To spotyka³y mnie Republikany
I wielkich imion - dawne duchy s³awne,
l wszystkie sta³y z odkrytymi g³owy
S³uchaj±c we mnie grzmi±cej polskiej mowy.
Gdym nieraz siedzia³ przy twoim kominie,
A ty my¶la³a¶, ze ja sobie drzymiê,
Jam na mównicy sta³ w tych duchów gminie
I bra³em sobie miêdzy nimi - imiê;
Od g³ów zaczyna³ - i do serc im siêga³,
I znów na wielk±m ich sprawê sprzysiêga³.
A ty jak trupek w krze¶le, pod zamêtem
Cicha, podobna do Park - ¿ycia matek,
By³a¶ jakby tych sejmów prezydentem
Duch - próchenko cia³a i op³atek,
Co miejsca przez lat dziewiêædziesi±t broni³,
A nie ust±pi³ - a¿ Pan Bóg zadzwoni³.
Dlategom ja ciê - czu³ pod such± ko¶ci±
Dobr±, choæ ludzie o z³o¶æ oskar¿ali,
Ty¶ s³awne imiê nosi³a ze z³o¶ci±;
A ja sam tak¿e mam to - co miê pali,
¯em jest wielkiemi - burzami [?] natchniêty,
A w burzach nawet czujê siê sam ¶wiêty.
Wszystko to w g³êbi twojego pokoja
Czu³em dzi¶, patrz±c na z³ocon± ¶cianê,
¯egnaj¿e, cicha staruszeczko moja,
A popamiêtaj - na sejmy zerwane
I pomó¿ zgraj± twoich duchów t³umn±
Mnie, który szed³em dzi¶ jeden - za trumn±.
[WIELCY¦MY BYLI I ¦MIESZNI¦MY BYLI...]
Wielcy¶my byli i ¶mieszni¶my byli,
Bo¶my siê duchem bo¿ym tak popili,
¯e nam pogórza, ojczyste grobowce
Przy d¼wiêku fletni skaka³y jak owce,
A górom onym skacz±cym na g³owie
Stali olbrzymy - miecza anio³owie.
Usta³y dla nas biæ godzin zegary,
Duch nie mia³ czasu, a czas nie mia³ miary;
Szed³ b³yskawic± do wieczno¶ci progu
Duch - a sta³ wieczno¶æ - kiedy stan±³ w Bogu.
Zaprawdê powiem, bracia moi mili,
¯e¶my siê duchem prze¶wiêtym popili.
Teraz jeste¶my z ducha wytrze¼wieni,
Bracia rozumni - czciciele pieczeni...
W g³owach siê nie æmi, jak pierwej, s³onecznie,
Fletnie nie graj± - mogi³y spi± wiecznie,
Czas nasz zgodzony z ziemi zegarami -
Stoim - i spiemy... a ¶wiat spi pod nami.
[DAJCIE MI TYLKO JEDNE ZIEMI MILÊ...]
Dajcie mi tylko jedniê ziemi milê -
Mo¿e, o bracia, za wiele zachcia³em!
Dajcie mi jedn± bry³ê - na tej bryle
Jednego - duchem wolnego i cia³em,
A ja wnet z siebie sprawiê i poka¿ê,
¯e taki pos±g - dwie bêdzie mia³ twarze.
Dajcie mi gwiazdê mniejsz± od miesi±ca,
Kometê z³otym wiej±c± szwadronem,
Niechaj po lasach bêdzie lataj±ca,
A tylko ¶wiêta jednym polskim zgonem,
A ja wnet si³y dobêdê nieznane,
Skrzyd³a wyrzucê - i wnet na niej stanê...
O bracia moi! kiedy krzy¿em le¿ê,
A proszê Boga o kraj, o cz³owieka -
To mi siê zdaje, ¿e têtni± rycerze,
A wróg z piorunem przed niemi ucieka...
Chcê biec - lecz kiedy na blask gwiazd wynidê,
Gwiazdy miê drwi±ce pytaj±, gdzie idê.
O gwiazdy zimne, o ¶wiata szatany,
Wasze miê wreszcie niedowiarstwo zwali...
Ju¿ prawie jestem cz³owiek ob³±kany,
Ci±gle powiadam, ¿e kraj siê ju¿ pali,
I na ¶wiadectwo ciskam ognia zdroje
A to siê pali tylko serce moje!...
[KIEDY PRAWDZIWIE POLACY POWSTAN¡...]
Kiedy prawdziwie Polacy powstan±,
To sk³adek zbieraæ nie bêd± narody,
Lecz og³upiej±... i na pie¶ñ strzelan±
Wyt꿱 uszy... odemkn± gospody...
I bêd± wie¶ci z wichrami wchodzi³y,
A ka¿da bêdzie serce ludów pas³a;
Nieznajomemi ¶wiat porusz± si³y
Na nieznajome jakie¶ wielkie has³a.
Nie pojmie Francuz... co to w ¶wiecie znaczy,
¯e jaki¶ naród... wsta³ w ciemno¶ci dymie,
Choæ tak rozpaczny... nie w imie rozpaczy.
Choæ taki m¶ciwy - a nie w zemsty imie.
Nie pojmie... jak± duch odby³ robotê
W prze¶wiêtych serca ludzkiego - ciemnicach
I przez sztandary jest t³uczony z³ote,
I przez bój wielki - i [w] dzia³ b³yskawicy.
„Có¿ to” - zapyta - „s± za bezimieñce,
Którzy na dawnym wstali mogilniku?
Bój tylko widaæ i ogniste wieñce,
A zwierzêcego nic nie s³ychaæ krzyku!
„Nie, to nie ludzie z krwi i cia³ byæ musz±,
Lecz jacy¶ pewnie upiorni rycerze,
Którzy za duszê walcz± tylko dusz±
I ogniem bij± niebieskim w pancerze”.
DO FRANCISZKA SZEMIOTHA
Nie zapominaj, ¿e kiedy¶ ubogi
Twój przodek - w³osy zaros³y d³ugiemi,
Mia³ swoje puszczê - i mia³ swoje bogi -
I swoich duchów opiekê na ziemi.....
A kiedy mówi³ pacierz tajemniczy
I o potomstwo wielkie... prosi³ ducha,
To krzycza³ z piersi... tak jak morze krzyczy,
A Bóg go s³ucha³, tak jak morze s³ucha.
Dzi¶... z jego domu rozwalonej ¶ciany
Na kr±g kamieni gdy¶ trafi³ w m³odo¶ci,
Ciekawy by³e¶... lecz nie zap³akany;
Nie ducha jego ciekawy - lecz ko¶ci...
Dzi¶... gdy ciê rêka prze¶ladowcza losu
Nad morze wiedzie, a tajemnic uczy:
W ¿ywio³ach - przodków ty nie s³yszysz g³osu,
Nie po litewsku tobie ba³wan huczy.
Duchy twe jednak - wodz± ciê na pasku
I niañcz±.... i dzi¶... to sprawi³y rano,
¯em kl±k³ przed tob± i pisa³ na piasku
Te rzeczy, które - w puszczy ju¿ wiedziano.
Pamiêtaj... ten dzieñ.... gdy ciê duch go³êbi
Ostrzega³.... w³asnych zapomniawszy krzy¿y;
Bo wkrótce w piasku tym - ja jeszcze g³êbiej
Bêdê... i u nóg ludzkich jeszcze ni¿ej....
Ale ci wtenczas têsknota naka¿e
Po mego ducha i¶æ w duchów krainê,
A¿ - od¶wieconych my¶li moich twarze
Ujrzysz i piasek ten, i tê godzinê.
Dieppe, w niedzielê 1846, 23 sierpnia, w dzieñ moich
imienin.
[JEST NAJSMUTNIEJSZA GODZINA NA ZIEMI...] [Urywek]
Jest najsmutniejsza godzina na ziemi,
Która na morzu po pó³nocy dzwoni,
Kiedy Dyjanna z oczyma zlotemi
¦wita mi rankiem i wynika z toni.
W niej smêtek - i ci, którzy szerokiemi
Morzami p³yn±, gdzie je wicher goni,
Pó³senni...
Takie uczucia mojemu duchowi
Znane, bo nieraz przed czysto¶ci Pann±
Sta³, kiedy inni zorzami ró¿owi
¦wiecili gwiazd± na morzu porann±;
Noc, nachylona ku nowemu dniowi,
Fala, wznosz±ca na wiatr szybê szklann±.
[DAJÊ WAM TÊ OSTATNI¡ KORONÊ PAMI¡TEK...]
Dajê wam tê ostatni± koronê pami±tek
I ³ez, i dawnych moich nadziei koronê...
Dawniej my¶la³em rzeczy uczyniæ szalone,
Wami - za³o¿yæ nowych narodów pocz±tek,
Lecz mi teraz wystarczy ma³y ziemi k±tek,
Gdzie w deskowej siê zawrê muszli i utonê.
[SNYCERZ BY£ ZATRUDNIONY DYJANY LEPIENIEM...]
Snycerz by³ zatrudniony Dyjany lepieniem.
Sta³a ju¿ czysta, ca³a - miesiêcznym promieniem
¦wiec±ca z oczu - brak³o ju¿ tylko na g³owie
Po³o¿yæ srebrn±, jasn± skrê - ksiê¿yca nowie...
Wtem do snycerni przyszed³... cz³ek, co wszêdy biega
Tak, ¿e doñ zawsze b³oto uliczne przylega...
Chodzi³ - patrza³, trz±s³ sob± i b³otem, i ¶wiatem;
Sam z gliny, wiêc pos±gów wnet siê nazwa³ bratem,
Ojcem snycerza, który przed statu± ukut±
Sta³ cicho... oczy w ziemiê spu¶ciwszy i d³uto.
Ju¿ siê mieli po¿egnaæ, gdy snycerz, zajêty
Statuy skoñczeniem... marz±c owe dyjamenty
I pó³krêgi srebrzyste, miesiêczne, ró¿owe,
Które bêd± wieñczy³y pos±gowi g³owê,
A nie widz±c... sk±d by mia³ w szaleñstwie zapa³u
Na stworzenie miesi±ca dostaæ materia³u,
Nagle, z wielk± pokor± wielkiego cz³owieka,
Ujrza³ na ziemi b³oto - odpad³e od æwieka
I od podkówki go¶cia - na ziemi le¿±ce
(Zwyk³e po b³otnych ludzi ¶ladach pó³miesi±ce).
Te snycerz wzi±³ i z wielk± po³o¿y³ pokor±
Tam, gdzie nad pos±gami zwykle gwiazdy gor±
Albo przez lat tysi±ce w kamieñ dusz± wlany
P³omyk siê genijuszu podnosi ró¿any.
Zaledwo to uczyni³, a¿ b³otna istota
W go¶ciu zaczê³a krzyczeæ o tê kradzie¿ b³ota
I pe³ny krwi na twarzy - w oczach b³yskawicy,
Wrzeszcza³ ów go¶æ: „Ja b³oto przynios³em z ulicy,
Jam przyniós³ - i wydepta³, i miesi±cem zrobi³,
A ty¶ skrad³ - aby¶ siebie u ludzi ozdobi³
I zarobi³ maj±tek u polskich szlachciców
Tajemnic±, jak± mam, lepienia ksiê¿yców.
Wiêc nie tylko ¿e¶ plagiat pope³ni³ haniebny,
Ale mnie w dom przyjmujesz, boæ jestem potrzebny,
Bo twych pos±gów czo³a by³yby bez wieñca,
Bez piêkno¶ci...” - To s³ysz±c snycerz, bez rumieñca
Na twarzy, wobec go¶cia, który siê szamota³
Po snycerni - ci±³ m³otem w pos±g i zdruzgota³.
[PRZY KO¦CIO£KU...]
Przy ko¶cio³ku,
Mój anio³ku,
Koronka,
¯onka,
Pieczonka.
Przy organku,
Mój B...gdanku,
Szumka
I dumka...
Przy klasztorku,
Mój kaczorku,
¦wiêto¶æ,
Wziêto¶æ,
Nadêto¶æ.
Przy krzy¿yku
Na stoliku
Fakta,
Dwa akta...
SEN Z 30 NA 31 STYCZNIA 1847 R.
Na górze, która jako szmaragd by³a,
Sta³y kolumny - ma³om na nie zwa¿a³,
A¿ je duch s³oñca ¶wiat³em poroz¿arza³,
I ka¿da cudnie w sobie za¶wieci³a.
Szed³em jak cz³owiek, który przypomina,
Gdzie jest, i my¶li, [¿e] w kraju Greczyna.
Potem by³ szlachcic, którego ¶ciga³o
Nieszczê¶cie - niby mój krewny, któremu
Nowe domostwo - gdzie osiad³ - zgorza³o.
Potem gdzie¶ rada, sejmowi czarnemu
Podobna...
[PANIE! JE¯ELI ZAMKNIESZ S£UCH NARODU...]
Panie! je¿eli zamkniesz s³uch narodu,
Na pró¿no cz³owiek swe g³osy natê¿a:
Choæby mia³ si³ê i odwagê mê¿a,
Z niemi³owania umrze tak jak z g³odu.
Pró¿no na rêce rêkawice k³adnie
I jako szermierz wyst±pi zapa¶nie...
Lica mu wyschn± i oko zaga¶nie,
Sprzepa¶ci siê pier¶ - i g³os w ni± zapadnie.
Ale komu Ty twoje namaszczenie
W³o¿ysz na czo³o - ten bez ¿adnej pracy
W powietrzu twoim jak powietrzni ptacy
P³ywa, a ¶wiête karmi± go promienie.
DO AUTORA SKARG JEREMIEGO
Ojczyzna, twoja ¶wiêta kochanka,
Chodzi po ³±kach, Pani s³oneczna;
Ty idziesz za ni± jak duch baranka
I wo³asz: Wieczna!
Je¿eli drogê têczami znacz±c
Wy¿ej poleci i tonie w mg³ê,
To ty, baranek, stajesz i p³acz±c
Wo³asz: We! we!
Je¿eli z kwieciem ona swawoli
I d³oñ litosn± o cierñ rozporze,
To ty jak dzieciê wiesz, co j± boli,
I wo³asz: Bo¿e!
Gdy owies - polski jak srebro brzêczy,
Grusza szele¶ci i szumi k³os....
S³yszy Maryja pod bram± z têczy
Baranka g³os.
S³yszy i mówi: „G³o¶nie j ni¿ ¶wiêci,
G³o¶niej ni¿ luteñ anielskich strój,
Wo³a mnie z Polski od siano¿êci
Baranek mój.
„Trawki nie skubie, kwiatków nie z¿yna,
Lecz oczy podniós³ w s³oneczn± mg³ê,
I wci±¿ siê skar¿y jako dziecina:
We! we! - we! we!
„Przezeñ wiêc ¶wiatu moja przytomno¶æ
Rozbudza czucie, porusza czynno¶æ,
Bo w ustach jego baranka skromno¶æ,
W g³osie niewinno¶æ”.
Pary¿, w listopadzie, 1847 r.
DO HR. GUSTAWA OL[IZARA] PODZIÊKOWANIE
ZA WYSTRZY¯YNKÊ Z GWIAZDECZK¡ I KRZEMIEÑCEM
Ta rêka, która Krzemieniec wystrzyg³a,
Bogdajbym kiedy¶ j± u¶cisn±³ szczerze
I uk³u³ jako magnesowa ig³a,
Która od s³oñca swój kierunek bierze.
Ró¿e - gwiazdeczki i nie¶miertelniczki
To nic - u Boga piêkniejszych dostanie. -
Lecz mi³e mi s± Gustawa no¿yczki
I to ¿elazem serdeczne w³adanie.
Bo wszystko w czasu rosn±cego pêdzie
Zwiêkszyæ siê musi id±c w Ducha sfery,
Uro¶nie kiedy¶ strzyg±ce narzêdzie,
Gdy bêdzie strzyg³o wpó³ kirassyjery.
Wtenczas id±ca za widzialne kresy
Dusza Gustawa pozna w jednym rzucie,
Co znacz± rêki przyjaznej magnesy
I to pos³ane w u¶cisku - uk³ucie.
[O POLSKO MOJA! TY¦ PIERWSZA ¦WIATU...]
O Polsko moja! ty¶ pierwsza ¶wiatu
Otwar³a duchem tajemnic wrota,
Czelu¶æ, co b³yszczy ¶wiêta i z³ota,
Królestwo potêg - i majestatu
Ton... tobie widaæ bij±ce serca,
Zjawisk ci widaæ otwarte ³ona,
A ty jak orze³ w duchy wpatrzona,
W stronê prawdziw± stworzeñ kobierca,
Widzisz, jak silna d³oñ robotnika
Napina postaw, wi±¿e tkaninê,
Z³ot± i srebrn± nici± przemyka,
Wieki sprowadza w jedn± godzinê...
Nie zna przypadku ani humoru,
Ani siê cofa - ani ko³ysze,
Pod³ug jednego Chrystusa wzoru
Wszystko na ziemi wi±¿e i pisze.
Raduj siê, Polsko... Tobie s³odycze
Wiedzy... i m±dro¶æ - i moc przychodzi,
Anio³ twój patrzy w Boga oblicze,
W Bogu pracuje - z Mi³o¶ci rodzi
T± si³±, która skr± jest przed Panem,
Zaledwo w duchów ¶wiecie zjawiona...
On tu widzialnym tryska wulkanem,
¦wiat w piorunowe ¶ciska ramiona.
[BARANKI MOJE...]
Baranki moje,
Za¶wita³ czas,
Nad piêkne zdroje
Powiodê was.
Puszczê was, owieczki,
Na piêkne kwiateczki
I bêdê pas³.
Baranki z ducha,
Ja pasterz wasz;
Pan Bóg miê s³ucha,
Oz³oci³ twarz...
Bogiem promienny,
Odprawiam bezsenny
Anielsk± stra¿.
[DO LUDWIKA NORWIDA]
Wracaj± dla nas piêkne Chrystusowe
Gwiazdy, a razem korony cierniowe;
Wiêc ¿e to ciebie, Ludwiku, zasmuca,
¯e tam kto¶ czapki przed tob± nie zrzuca...
A j±æ powiadam: Niechaj ciê to cieszy,
¯e¶ wyszed³ z ludzi pospolitych rzeszy,
Gdzie dobry z³ego rad nazywa panem
I czci uk³onów fa³szywym liczmanem.
¬li ludzie, pe³ni zabójczego sza³u,
Z³o¶ci i ¿ó³ci, uznali konieczno¶æ
Postawiæ zimn± miêdzy sob± sprzeczno¶æ,
Jakoby ¶cianê z grubego kryszta³u:
A tak siê widz± i czcz± dla zabawki,
Jak nape³nione woniami karafki,
Które na drogê kupcy zaszpuntuj±;
Bo tylko widz±, ale siê nie czuj±.
Gdzie rêka uk³on przez wiatry posy³a,
Jeszcze tam z d³oni w d³oñ nie przejdzie si³a.
Lepiej¿e, bracie, ¿e¶ uderzy³ ¶mia³o,
A w gwiazdê siê szk³o rozbi³o, spêka³o,
Bo teraz zawsze powie ci sumienie,
Które mi³o¶ci± bêdzie pozdrowienie,
A z³e zobaczysz twarze nie zakryte
Tych, którzy ciê kln± za zwierciad³o zbite,
Które je dzieli, ale nie zas³ania -
St±d id± zimne bez ³ez po¿egnania,
¦luby bez ducha - bez serca przyja¼nie,
Odwaga na ¶wiat wyj¶æ powa¿ny - w b³a¼nie,
Ta sama w pod³ym i w szpiegu odwaga;
Bo kto nie daje nic - ma³o wymaga.
[W CIEMNO¦CIACH POSTAÆ MI STOI MATCZYNA...]
W ciemno¶ciach postaæ mi stoi matczyna,
Niby id±ca ku têczowej bramie.
Jej odwrócona twarz patrzy przez ramie,
I w oczach widaæ, ¿e patrzy na syna.
PROROCTWO
Kiedy ró¿a stanie z³±czona z kamieniem,
A nad niemi siê d±b zako³ysze:
Ca³a emigracja zagore p³omieniem
I o paszport do Boga napisze.
I wstanie jako cz³owiek i mocarze zatrwo¿y,
I wywróci oddechem bezbo¿ne;
Sam Pan Bóg wyda paszport, Chrystus s³oñce po³o¿y,
A Duch-piorun nam da podoro¿nê.
I szable siê zapal±, zas³oneczni± siê znaki,
Serca wszystkie jak lampy zagor±,
Jak miesi±ce zab³yszcz± nasze biedne chodaki,
Jak w pioruny nas ³achmany ubior±.
I polec± zwiastowaæ w Polszcze niebieskie ptaki,
¯e idziemy jak ch³opki z kijami:
A ¿elazni rycerze i br±zowe rumaki,
Nim zobacz± - ju¿ pierzchn± przed nami.
Prêdzej¿e, Panie Bo¿e, Twym ognistym ramieniem
£am, a przemo¿ cielesne opory!
Niechaj ró¿a zakwitnie po³±czona z kamieniem,
Niech d±b Bogiem zab³y¶nie spod kory!
Bo nie prêdzej to bêdzie, a¿ siê to wszystko stanie,
Co w poety ogni³o siê s³owie,
A¿ z duchów bêdzie chmura, a w tej chmurze b³yskanie,
A w b³yskaniu jak Chrystusy wodzowie.
[JAK DAWNIEJ - OTO STOJÊ NA RUINACH...]
Jak dawniej - oto stojê na ruinach
Dawnego miasta... zorze wschodz± ranne,
Ptaszêta ma³e ¶piewaj± w leszczynach,
Niebiosa blade - przejrzyste - jak szklanne.
Kilka ³abêdzich chmur na wschodzie ¶wieci
I czerwienieje - i zognia siê w zorzy,
Wró¿±c - sk±d s³oñce wstaj±ce wyleci.
Wszystko spokojne - Bóg serca nie trwo¿y
Nawet w ptaszêtach...
Któ¿ by rzek³, o Bo¿e,
¯e tak cudownie dzieñ zapowiedziany
Jutrzenki ró¿± - ma byæ o wieczorze
Dniem ostatecznej na globie przemiany,
¯e te - o, gwiazdy takie migaj±ce,
Te piêkne per³y b³êkitne i kwiaty
Bêd±... ale nie - ja my¶l± nie tr±cê
O te ogromne duchów majestaty,
Godzina moja jeszcze nie wybi³a.
[WIENIEC ZWI¡ZANO Z RZECZY PRZEKLÊTYCH...]
Wieniec zwi±zano z rzeczy przeklêtych,
Lamp pogaszono tysi±ce ¶wiêtych,
Pod jeden, topór ludzko¶æ siê k³adzie,
Zegary wszystkie stoj± na zdradzie,
Prac przenaj¶wiêtszych ³amie siê moc:
O! wielka noc! o! wielka noc!
Czujmy - bo kur wnet zapieje trzeci,
Ciemno¶ci wiecznych anio³ przeleci...
[O! NIESZCZʦLIWA! O! UCIEMIʯONA...]
O! nieszczê¶liwa! o! uciemiê¿ona
Ojczyzno moja - raz jeszcze ku tobie
Otworzê moje krzy¿owe ramiona,
Wszak¿e spokojny, bo wiem, ¿e masz w sobie
S³oñce ¿ywota.
[WYJDZIE STU ROBOTNIKÓW...]
Wyjdzie stu robotników,
Oborz± miasta grunt,
Wyrzuc± ³okieæ - funt.
Klatki pe³ne wróblików
Otworz± - i przed t³uszcz±
Ptaszki na wolno¶æ puszcz±...
Muzyka nieustanna:
Wolno¶æ! Wolno¶æ! - Hosanna!
*
¦wiêci stan± w katedrze
Trzej... i zawezw± Ducha,
Lud ksiêgi praw rozedrze,
Próchno kart porozdmucha;
We¼mie stare sztandary,
Wyprowadzi jak mary
Za ko¶ció³ - na mogi³y,
Zapali, by ¶wieci³y
¦wiatu dawnymi dzie³y,
B³ysnê³y - i sp³onê³y.
Bije godzinna ranna,
Mary znik³y: Hosanna!
*
[GDY NOC G£ÊBOKA WSZYSTKO USPI I ONIEMI...]
Gdy noc g³êboka wszystko uspi i oniemi,
Ja ku niebu podniós³szy ducha i s³uchanie,
Z rêkami wzniesionymi - na s³oñca spotkanie
Lecê - bym by³ o¶wieceñ ogniami z³otemi.
Pode mn± noc i smutek - albo sen na ziemi,
A tam ju¿ gdzie¶ nad Polsk± ¶wieci zorzy prêga,
I ch³opek swoje wo³y do p³uga zaprzêga,
Modli siê. - Ja siê modlê z niemi i nad niemi,
Tysi±ce gwiazd nade mn± na b³êkitach ¶wieci,
Czasem ta, w któr± oczy g³êboko utopiê,
Zerwie siê i do Polski jak anio³ poleci;
Wtenczas we mnie ta wiara - co w litewskim ch³opie,
¯e modlitwa w niebiosach tak jak anio³ kopie,
A czasem ziarno ducha wrzuci - i zanieci.
[DO MATKI]
Zadr¿y ci nieraz serce, mi³a matko moja,
Widz±c powracaj±cych i u³askawionych,
Kl±æ bêdziesz, ¿e tak twarda by³a na mnie zbroja
I tak wielkie wytrwanie w zamiarach szalonych.
Wiem, ¿ebym ci wróceniem moim lat przysporzy³;
Wszak¿e gdy ciê spytaj± - czy twój syn powraca,
Mów, ¿e siê na swem szczê¶ciu syn jak pies po³o¿y³
I choæ wo³asz, nie idzie - oczy tylko zwraca....
Oczy zwraca ku tobie... wiêcej nic nie mo¿e,
Tylko spojrzeniem... tobie smutek swój t³omaczy;
Lecz woli konaj±cy - nie i¶æ na obro¿ê,
Lecz woli zamiast hañby - choæ czarê rozpaczy...
Przebacz¿e mu, o moja ty piastunko droga,
¯e siê tak zaprzepa¶ci³ i tak zaczelu¶ci³;
Przebacz... bo gdyby nie to, ze opu¶ciæ Boga
Trzeba by... toby ciebie pewno nie opu¶ci³.
[LOS MIÊ JU¯ ¯ADEN NIE MO¯E ZATRWO¯YÆ...]
Los miê ju¿ ¿aden nie mo¿e zatrwo¿yæ,
Jasn± do koñca mam wybit± drogê,
Ta droga moja - ¿yæ - cierpieæ - i tworzyæ,
To wszystko czyniê - a wiêcej nie mogê.
Dawniej mi³o¶ci± ró¿ane godziny
I w zorzach jeszcze ja¶niejsze pochodnie;
Dzisiaj, przy schy³ku dnia, wa¿niejsze czyny,
Wielkie i smêtne jak s³oñce zachodnie.
Na nich siê zegar ¿ycia zastanowi
I pu¶ci ducha-skowronka w otch³anie,
Pomó¿¿e, Bo¿e, temu skowronkowi,
Niech wesó³ leci - niech wysoko stanie.
A raczej powiem - gdy siê ¿ywot zmierzcha,
Dusza-jaskó³ka daleko od ziemi,
Pomó¿ jaskó³ce, co mi z oczu pierzcha
Z oczkami w ¶wiat³o rozweselonemi.
[PO¦RÓD NIESNASKÓW - PAN BÓG UDERZA...]
Po¶ród niesnasków - Pan Bóg uderza
W ogromny dzwon,
Dla S³owiañskiego oto Papie¿a
Otwarty tron.
Ten przed mieczami tak nie uciecze
Jako ten W³och,
On ¶mia³o jak Bóg pójdzie na miecze;
¦wiat mu - to proch.
Twarz jego, s³oñcem rozpromieniona,
Lamp± dla s³ug,
Za nim rosn±ce pójd± plemiona
W ¶wiat³o - gdzie Bóg.
Na jego pacierz i rozkazanie
Nie tylko lud -
Je¶li rozka¿e - to s³oñce stanie,
Bo moc - to cud.
*
On siê ju¿ zbli¿a - rozdawca nowy
Globowych si³,
Cofnie siê w ¿y³ach pod jego s³owy
Krew naszych ¿y³;
W sercach siê zacznie ¶wiat³o¶ci Bo¿ej
Strumienny ruch,
Co my¶l pomy¶li przezeñ, to stworzy,
Bo moc - to duch.
A trzeba¿ mocy, by¶my ten Pañski
D¼wignêli ¶wiat...
Wiêc oto idzie - Papie¿ S³owiañski,
Ludowy brat...
Oto ju¿ leje balsamy ¶wiata
Do naszych ³on,
Hufiec anio³ów - kwiatem umiata
Dla niego tron.
On rozda mi³o¶æ, jak dzi¶ mocarze
Rozdaj± broñ,
Sakramentaln± moc on poka¿e,
¦wiat wzi±wszy w d³oñ.
*
Go³±b mu s³owa - s³owem wyleci,
Poniesie wie¶æ,
Nowinê s³odk±, ¿e Duch ju¿ ¶wieci
I ma sw± cze¶æ;
Niebo siê nad nim - piêkne otworzy
Z obojgu stron,
Bo on na tronie stan±³ i tworzy
I ¶wiat - i tron.
On przez narody uczyni bratnie,
Wydawszy g³os,
¯e duchy pójd± w cele ostatnie
Przez ofiar stos.
Moc mu pomo¿e sakramentalna
Narodów stu,
¯e praca duchów - bêdzie widzialna
Przed trumn± tu.
*
Wszelk± z ran ¶wiata wyrzuci zgni³o¶æ,
Robactwo - gad,
Zdrowie przyniesie - rozpali mi³o¶æ
I zbawi ¶wiat.
Wnêtrza ko¶cio³ów on powymiata,
Oczy¶ci sieñ,
Boga poka¿e w twórczo¶ci ¶wiata,
Jasno jak dzieñ.
[KIEDY PIERWSZE KURY PANU SPIEWAJ¡]
Kiedy pierwsze kury Panu spiewaj±,
Ja siê budzê - i wzrok do gwiazd niosê,
Kiedy kwiatki w rosie czo³a maczaj±,
Ja o¿ywam Pañsk± pij±c rosê.
Cherubiny wtenczas rzêdem staj±
I puklerze z ognia - z³otow³ose
Przeciw duchom z³ym maj± zwrócone,
P³aszcze, tarcze - jak ¿elaza czerwone.
Pan miê wtenczas na rannym ¶witaniu
Za blademi gdzie¶ s³ucha niebiosy,
Serce moje siê roztapia w ¶piewaniu,
Sny ostatnie - przechodz± przez w³osy.
[I WSTA£ ANHELLI Z GROBU - ZA NIM WSZYSTKIE DUCHY...]
I wsta³ Anhelli z grobu - za nim wszystkie duchy,
Szaman, Eloe... ca³a æma z grobów wstawa³a
I wszystkie bra³y dawno porzucone cia³a.
A Sybir by³ zaæmiony jakby zawieruchy
Ciemnemi... i powietrze siê ci±gle miêsza³o,
I chmury sz³y... i grady b³yska³y - i grzmia³o...
Wstali¶my i ku Polszcze szli - a na cmentarza
Zatrzyma³ Szaman ow± [?] straszn± duchów zgrajê
I spyta³ g³o¶no kogo z mogilnych nie staje?
A wszyscy byli; - straszny i zimny grabarzu
¦mierci - gdzie¿ jest twój o¶cieñ... gdzie zwyciêstwo
twoje?
Wszyscy¶my byli - i krwi naszej posz³y zdroje.
[A JEDNAK JA NIE W¡TPIÊ - BO SIÊ PORA ZBLI¯A...]
A jednak ja nie w±tpiê - bo siê pora zbli¿a,
¯e siê to wielkie ¶wiat³o na niebie zapali,
I Polski Ty, o Bo¿e, nie odepniesz z krzy¿a,
A¿ bêdziesz wiedzia³, ¿e siê jako trup nie zwali.
Dziêki Ci wiêc, o Bo¿e - [¿e] ju¿ by³e¶ blisko,
A jeszcze¶ twojej z³otej nie ods³oni³ twarzy,
Ale¶ nas, syny twoje, da³ na po¶miewisko,
By¶my ro¶li jak k³osy pod deszczem potwarzy.
Takiej chwa³y - od czasu, jak na wiatrach stoi
Glob ziemski - na ¿adnego nie w³o¿y³e¶ ducha,
¯e siê cicho¶ci naszej ca³a ziemia boi
I s±dzi siê, ¿e wolna jak dziecko - a s³ucha.
Zaprawdê w cia³ach naszych ¶wiat³o¶æ jaka¶ wielka
Balsamuj±ca cia³o - formy ¿ywicielka,
Uwiecznica... promienie swe dawa³a z³ote
Przez alabastry cia³a.
[NARODY LECZ...]
Narody [?] lecz [?],
Co¶ widzia³ miecz
Na niebie ciemnym ¶wiec±cy,
Bo pierwej [?] ja -
Jak Furia z³a,
Przyjdê jak p³omieñ gor±cy.
Wezmê wichrzyce
I na stolicê
Wpadnê i dachy pozrywam;
W rzeki siê rzucê,
W krew je obrócê,
W domy zlêknione powp³ywam.
Przez nocne cienie
Tak jak p³omienie
Pójdê - a wam wzroki wypalê.
Przez b³yskawice
Mocarze chwycê,
Nagie postawiê na skale.
*
Przepu¶æ jeszcze ludowi,
On sêdzie postanowi
I proroki swe boskie wybierze,
Oto le¿± jak snopki
B³êkitne twoje ch³opki
I baranków duchowi pasterze.
Przez b³êkitne niebiosy
Rozwiñ s³oneczne w³osy
Nie trwo¿ biednych - patrz - jacy znêdzniali;
Tysi±c lat w gwiazdê twoj±
Id± - a w miejscu stoj±,
A tak depc± - jak gdyby po fali.
*
A jaki¿ to lud,
Który braci swych trud
Jak przepomnia³ - ¿e nie pomóg³ ¿adnemu?
Je¿eli mieczem w³adnie
A stoi, to upadnie
I blaskowi siê pok³oni z³otemu.
Obna¿ê jego wstyd,
Spod sztandarów i kit
Oberwanych - twarze jego zawstydzê;
Bo on sam sobie p³aci³,
Z chwa³ siê swoich zbogaci³,
Kwiat swój wyda³ na ludu ³odydze.
*
Duchu! na ma³y czas,
Proszê, pozostaw nas,
Pozwól do¿yæ - spokojnie staro¶ci.
W³a¶nie¶my jak anieli
Wytrze¼wieli, dojrzeli
Krajów naszych cudownej piêkno¶ci.
Promieñ nowej o¶wiaty
Na tureckie makaty
W nasze ciemne wierzy³ alkowy,
Od stepu przysz³y szumy
Wiatrów - smêtki - i dumy,
A od Litwy szum drugi sosnowy.
Ziemi powonna si³a
Oto nas upowi³a
I wonnemi obla³a balsamy;
¦wiat snem - snom ziemia ³o¿em -
Ze snu - powstaæ nie mo¿em,
Ale z ³o¿a do Boga wo³amy.
Juliusz S³owacki ¦mieræ, co trzynacie lat sta³a ko³o mnie (...)
Mój Adamito - widzisz, jak to trudne
Polsko, ojczyzno! padaj ze mn± na kolana
Przez furie jestem targan ja, Orfeusz
W pamiêtniku Zofii Bobrówny
Do Ludwki Bobrówny
Dziecina Lolka na rzymskich mogi³ach
Kiedy siê w niebie gdzie zejdziemy sami,
Do pastereczki, siedz±cej na druidów kamieniach w Pornic nad oceanem
Matecznik
To by³o w duchu, Ojcze! a tymczasem
Zachwycenie
Radujcie siê, Pan wielki narodów nadchodzi!
Na drzewie zawis³ w±¿
Bóg duch, innego zwaæ nie bêdziecie
Takiego ludów w sobie przera¿enia
¦ni mi siê jaka¶ wielka a przez wieki id±ca
Vivat Poznañczanie!
Sowiñski w okopach Woli
Nasta³, mój mi³y, wiek Eschylesowy
Je¿eli kiedy - w tej mojej krainie
Uspokojenie
Dusza siê moja zamy¶la g³êboko
Mój król, mój Pan - to nie mocarz ¿adny
Anio³ ognisty - mój anio³ lewy
Przemówi³, strzeli³ i od kuli ginie
Niedawno jeszcze - kiedym spoczywa³ uspiony
Bo to jest wieszcza najja¶niejsza chwa³a
Wspomnienie Pani De St. Marcel z domu Chauveaux
Wielcy¶my byli i ¶mieszni¶my byli
Dajcie mi tylko jedniê ziemi milê
Kiedy prawdziwie Polacy powstan±
Do Franciszka Szemiotha
Jest najsmutniejsza godzina na ziemi
Dajê wam tê ostatni± koronê pami¹tek
Snycerz by³ zatrudniony Dyjany lepieniem
Przy ko¶cio³ku
Sen z 30 na 31 stycznia 1847r.
Panie! je¿eli zamkniesz s³uch narodu
Do autora skarg Jeremiego
Do Hr. Gustawa Ol[izara] podziêkowanie za wystrzy¿ynkê z gwiazdeczk± i Krzemieñcem
O Polsko moja! ty¶ pierwsza ¶wiatu
Baranki moje
Do Ludwika Norwida
W ciemno¶ciach postaæ mi stoi matczyna
Proroctwo
Jak dawniej - oto stojê na ruinach
Wieniec zwi±zano z rzeczy przeklêtych
O! nieszczê¶liwa! o! uciemiê¿ona
Wyjdzie stu robotników
Gdy noc g³êboka wszystko u¶pi i oniemi
Do Matki
Los miê ju¿ ¿aden nie mo¿e zatrwo¿yæ
Po¶ród niesnasków - Pan Bóg uderza
Kiedy pierwsze kury Panu spiewaj±
I wsta³ Anhelli z grobu - za nim wszystkie duchy
A jednak ja nie w±tpiê - bo siê pora zbli¿a
Narody lecz
|
|