Tadeusz Boy - Żeleński
Scena estradowa
Sala przyćmiona. Scenka oświetlona seledynowym światłem. Na kanapie leży poeta i chrapie, odczasu do czasu mu się odbija. Na podłodze stoi miednica. Akompaniament gra bardzo delikatnie ustęp z "Karnawału" Schumanna pt. "Chopin". Z ciała poety wychodzi jego dusza w kształcie powabnej postaci niewieściej, odzianej w powłóczyste gazy, i tak żali się przed publicznością: Usnął. Usypia. Jeszcze chwila jedna, A już polecę, na krótko, niestety! Ulecę W przestrzeń, ja, skazanka biedna, Dusza poety... Ha! Jakaż dola! Potęgą nieznaną Na wiek wtrącona w to leniwe cielsko, Więzić w nim muszę mą niepokalaną Glorię anielską... Jedno wytchnienie to, gdy sen go zmorzy Lub gdy z opilstwa legnie jak trup blady, A mnie porywa wówczas wicher boży Hen, w gwiazd miady... Kto nas sprzągł razem? Po co? W jakim celu?
Za czyje winy? Na pokutę czyją?
Każąc śnić życie jednemu wśród wielu, Co tylko żyją?...
Po co i na co tłuc mi się daremnie W tej biednej piersi, ach, nazbyt człowieczej,
Tchnąc w nią niepokój tej, co mieszka we mnie, Ogromnej rzeczy?...
Za co mi cierpieć, jak w godzinie męki,
Którą śmie nazwać godziną tworzenia?
Plami dotknięciem swej kosmatej ręki Mój świat marzenia...
Za co mi patrzeć, jak pomiędzy gminem
W mój blask się stroi, mą boskością puszy,
Jak się bezecnym staje kabotynem Swej własnej duszy?...
A znowu, kiedy nań się wzajem patrzę, Jak go szaleństwo mych skrzydeł urzekło,
By go przez wzruszeń sensacje najrzadsze Gnać w zwątpień piekło;
Gdy widzę, jaką kaźńię wprzęga srogą, Aby się czepić by za kraj mej szaty,
Żal mi nędzarza, co płaci tak drogo Bilet w zaświaty...
Jam winna temu, że w odmęcie grzechu Melodii szuka dla swej biednej pieśni,
Klnąc los swój, iż mej harmonii oddechu Nie ucieleśni...
Poeta wydaje dźwięk przeciągły a podejrzany.
Jam winna temu, że to, co zamarło
W człowieczej piersi z odwiecznych zrozumień,
Próbuje wskrzesić lejąc w spiekłe gardło
Żytniówki strumień... Poecie haniebnie się odbija.
Ja go w sromotne Pędzę lupanary,
Rwąc się ku piękna wiecznego świątyni,
I patrzeć muszę, na domiar mej kary,
Co on tam czyni... Poeta oblizuje się przez sen.
I jedno tylko pragnienie tajemne, I jedno tylko przyświeca mi hasło: Rozżarzać tchem mym to płomię nikczemne, By rychlej zgasło... I czekam, marzeń nić snując leciuchną, I pytam z drżeniem co chwilę, azaliż Nie przyjdzie moment wreszcie, że to próchno Zmiecie paraliż?.. Wówczas skrzydłami zatrzepocę i nad Ziemskie padoły zapieję radością, Że już się skończył śmieszny konkubinat Prochu z wiecznością!... Poeta chrapie przeciqgle i przewraca się na drugi bok, wypinając się ku publiczności gestem mimo woli i niewinnie prowokacyjnym. Tadeusz Boy Żeleński Pisane w r. 1913
Tadeusz Boy - Żeleński Dusza Poety
|
|