Ryszard Pochopin Poemat heroikomiczny „Pitoseja"
CZĘŚĆ I
Na beton i asfalt od rana błyszczące,
Na krzesła, stoły i szklanice lśniące,
Patrzy zaspane Słońce. Zerka powoli,
Zza bloków i czując w swej swawoli
Wolność, myśli „dość tego krycia,
Czas po piciu przywrócić „do życia"!
Stąpa z wolna bohater niezłomny.
Wychodzi sam z „Troi", lecz jednak niepomny,
Co robił wczoraj. Szlachetny z twarzy,
Pełen zręczności rzadkiej każdy krok waży
I z łatwością omija stromą ścianę krawężnika
Co w złudnym upale to jest, to znika.
Dla kondycji i zdrowia sportów się próbuje.
Choć głównie po chodnikach slalom gigant trenuje
To rozpoznawany jest na dzielnicach wszelakich,
Przez ludzi, rośliny, gady i ptaki.
Sława jego ogromna przydomkiem obrodziła:
Spod znaku jest Ryby, lecz takiej co piła.
Myśli sobie Pitomeusz Byczagłowa Pijak,
Iż do domu czas wrócić. Lecz nijak
Przypomnieć sobie nie może, gdzie jego rodzina,
Córka, żona, kochanka czy dziewczyna.
Marsowa mina na zaroście lica się pojawia
Z wysiłku, aż myśl ideą zwana się zjawia.
CZĘŚĆ II
„Mam, Eureka!" Krzyczy niestrudzony,
„Znam adresy nie tylko mej żony!
Wrócę teraz długo i wiernie wyczekiwany!
Wreszcie zaspokoję potrzeby mej damy!"
Rusza z werwą, aż kurz szary się wzbija,
Lecz staje jak wryty na ten widok Pijak.
Droga, która dotąd tak prosta była,
Kręci się i zawija. Filozofom się nie śniła
Ta poczwara w liczbie mnogiej
Tu siedząca. Uzbrojona od głowy do nogi,
Błyszczy kłami i pazurami co tną wszystko.
Nazywają tę maszkarę Białą Myszką!
Siedzą trzy takie, z pyska przebiegłe
I sprytne. Nie straszna im ciężka walka, biegłe
W zabijaniu, nie łatwym są przeciwnikiem.
Pitomeusz sprytniejszy. Wie, że na likier
I alkohol wszelaki monstrum jest łase
Oraz o swej piersiówce za ostatnią kasę.
Z wdziękiem polał bimbrem przebrzydłe gryzonie!
Pokonał swych wrogów jak mędrzec na tronie,
Nie siłą a pomysłem. Trunek wypity jak talerz zupy,
A trzy Myszy leżą zalane w trzy „bele"
Spragniony, sam chciał wlać trochę płynu w usta.
Lecz się okazało że piersiówka pusta!
CZĘŚĆ III
Choć mina zrzedła i w gardle sucho,
Głodem przymiera i boli go ucho,
Cel ma nadrzędny wiec prze do przodu.
Nie ustanie z pragnienia, ni tym bardziej z głodu.
Lecz Los ponownie wystawia na próbę Pijaka,
Czuły węch mówi o woni pieczonego ptaka.
Kuszenie dobiega z niewinnej kamienicy,
Gdzie siedzą i jedzą mężni wojownicy.
Krąży wśród nich kobieta: starsza, a niemiła!
Każe jeść swe specjały i nie daje by piła
Żadna osoba. Albo z przejedzenia biedacy wybuchają,
Albo w jej sypialni w cierpieniu umierają.
Nie mogąc zostawić kolegów po fachu,
Nie czując przed gniewem złej staruszki strachu,
Wysłał wiadomość, anonimem podpisaną,
Do posłanki z Urzędu Higieny, Sanepidem zwaną.
Ta przybyła szybko wyższym celem niesiona,
Wkroczyli razem dumnie, niczym mąż i żona.
Pitomeusz widząc dobre efekty kontroli,
Zaczął ratować towarzyszy i choć powoli
Ze zmęczenia to czynił, to nieco mu ulżyło
I sił do drogi szybko przybyło.
Widząc powracające życie wśród kolegów,
Nie czekając na nic, popędził w biegu.
CZĘŚĆ IV
Nie był świadom bohater, co go w domu czekało.
Jedynie Słońce wysoko zawieszone widziało,
Kto nawiedził w wielkiej liczbie cel podróży
I tego utworu. Nie będę wam zatem dłużył
Opowieści i wprost powiem o tej pladze:
To Komornicy! Unikać jak ognia, radzę.
Widząc w swym domu wielkie zamieszanie,
Pitomeusz postanowił wspiąć się po muru ścianie
I całą sytuację rozpatrzyć z daleka.
Wszędzie ta szarańcza, lecz Pijak tylko czeka
Na któregoś. Przepytuje i piersiówką wali po głowie.
Już Komornik leży jak pijany w rowie.
Dzisiaj mija termin pitów oddawania,
Kto nie da Fiskusowi, winny oszukania.
Oskarżą Pitomeusza o pitów świętokradztwo,
A Komornicy zabiorą mu dom i bogactwo.
Oddać w jeden dzień - nieznana to sztuka!
Powiedz, że to zrobisz - każdy w łeb się puka.
Pitomeusz Pijak pędzi do świątyni,
Prosi, błaga, jęczy o pomoc bogini,
Zjawia się Sanepid mówiąc szeptem gładko
„Masz tu pit gotowy, lecz nie tak łatwo
Go dostaniesz. Przysiąc musisz na swą szyje:
Alkoholu już nie pije!"
CZĘŚĆ V
Pitomeusz w bólach z umową się zgodził.
Kilka ładnych godzin do siebie dochodził,
Ale przeżył i Fiskus nie będzie go dręczyć.
Tylko co z urzędnikami? Jak ich tu wypędzić?
Ciężkie jest życie bohatera eposów,
Trzeba walczyć mimo wychodzących włosów.
Pijak staje do walki w obronie majątku,
Która będzie ciężka, co wiedział od początku.
Zna wiele opowieści: "Potworne Komorniki.
Każdy jest zawsze nieobliczalny i dziki"
Na szczęście odwaga i męstwo zwycięża,
Rzuca się w bitwę, chociaż bez oręża.
Bije się zaciekle, wywija teczkami,
Rzuca odznakami, tnie dokumentami.
Krwawa jatka czerwieni posiadłość Pijaka
I krew go nagła zalewa po kiego to ptaka?
Stoi już samotny wszędzie trup i jucha
Bohater jednak jęczy z powodu bólu ucha.
Powrót spod Troi to rzecz niełatwa
Bezpieczna jak na wodospadzie tratwa.
A teraz pijacy: „zamiast pić po kryjomu
Zajmijcie się lepiej sytuacją w domu!"
Ryszard Pochopin
|
|