Strona główna/Materiały/Wykłady ze starożytności/

„Świat kończy się nie hukiem, a skomleniem” T.S. Eliot.


            Rozpoczynanie omawiania Biblii od ostatniej jej części – Apokalipsy św. Jana – może się wydawać pomysłem karkołomnym, niemniej nie można zapominać, że to właśnie ta część Biblii jest najbardziej kontrowersyjna i od wieków inspiruje twórców kultury.

            Apokalipsa jest tą częścią Biblii, która mówi o wydarzeniach, które dopiero mają nastąpić, a na dodatek mają być końcem świata. Sama problematyka końca znanej nam rzeczywistości zawsze pociągała twórców. W tym wypadku dodatkową emocję wzbudza fakt sadu nad wszystkimi, którzy kiedykolwiek żyli, dlatego bez wyjątku dotyczy każdego z nas. Symbole użyte w tej księdze stały się archetypami (bestia, liczba 666, trąby anielskie, czterej jeźdźcy), powszechnie rozpoznawanymi i stosowanymi we w zasadzie wszystkich dziedzinach sztuki (zarówno literaturze, jak i sztukach wizualnych).

            Natomiast okazuje się, że z biegiem czasu symbole apokaliptyczne i biblijna wizja końca świata uległy przewartościowaniu. Zamiast miejsca ostatecznej walki dobra ze złem (Armagedon), Chrystusa zwyciężającego i całej wielkości i grozy końca, uzyskujemy obraz świata, który „nie zasłużył” na spektakularne zakończenie. Stąd myśl Eliota można skwitować dosyć cynicznie – taki koniec świata, jacy ludzie, którzy go zamieszkują. Taka ocena kondycji świata w zasadzie nie zmienia się od wieków, owszem, katastroficzna ocena świata stała się wręcz oczywista po doświadczeniu II wojny światowej. Myśl Miłosza – „Innego końca nie będzie” jest jednocześnie podsumowaniem koszmaru, jakim była wojna (to przede wszystkim moralna śmierć dotychczasowych wartości, które okazały się nieadekwatne do okrucieństwa wojny), jak i oceną mitycznych oczekiwań ludzi, które to oczekiwania zostały zbudowane właśnie na biblijnej Apokalipsie.

            Twórcy współcześni w różnoraki sposób wykorzystują symbolikę biblijną. Najmniej odbiega od tradycyjnego obrazu końca K.K. Baczyński w wierszu Pokolenie. Następuje tu odwrócenie naturalnych procesów – to przyroda zaczyna „żywić się” ludźmi, człowiek staje się zaszczutym zwierzęciem , pozbawionym woli i możliwości walki, może tylko uciekać, a to i tak z poczuciem nieuniknionego losu – cierpienia i śmierci. Podobny obraz spotykamy w tekście R. Bratnego Kolumbowie. Rocznik 20. Obydwie te wizje to Apokalipsa spełniona, dotykająca wszystkich bez wyboru, przynosząca totalna zagładę.

            Już inną wizję napotykamy w utworze Eliota Chochołowi ludzie. Tytułowe postaci są puste w środku, wypalone, wydrążone, pozbawione duszy (a zatem szans na zbawienie), zdolne wyłącznie do panicznego strachu. Ale nawet ich przerażenie nie ma znamion  człowieczeństwa, jest jedynie skomleniem (a jest to słowo wyjątkowo nacechowane emocjonalnie). Na więcej ani chochołowych ludzi nie stać, ani też nie zasługują.

           Wniosek nasuwa się w zasadzie sam. Koniec świata nie jest nam „odgórnie” dany i zaplanowany.  Nawet na to ludzkość musi sobie zasłużyć. Podobnie zresztą przedstawiana była wizja piekła – każdy otrzymuje taką karę, która dla niego właśnie będzie tą najbardziej bolesną. Doświadczenia XX wieku (dwie wojny światowe, totalitaryzmy) stawiają pod wielkim znakiem zapytania kondycję moralną ludzkości.



<< powrót




Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!